środa, 15 maja 2013

Szkolak

A jednak. Po tygodniach oczekiwania, sprzecznych informacji, analizowania opcji...

Zaczęło się tak: Aspik urodził się w 2007 roku.
W tym samym roku rząd zapowiedział reformę edukacji obniżającą wiek szkolny. Rząd chciał wprowadzić ją w dwóch, trzech lub nawet czterech etapach. Sześciolatki miały być podzielone na grupy, a kryterium miał być miesiąc urodzenia. Zgodnie w ówczesnym projektem sześciolatki miały rozpocząć obowiązkową naukę w klasach pierwszych we wrześniu 2011 roku.
Później reforma była przekładana, ktoś rzucił pomysł obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dla pięciolatków...
Minął rok 2011, w podstawówkach niewiele się zmieniło, tak jak wcześniej, nie były przygotowane na przyjęcie młodszych dzieci.
Nastał rok 2013, rząd znów obiecuje, że to już koniec, szkoły trzeba zreformować, koniecznie i nieodwołalnie. W przedszkolach wiszą... o, takie plakaty:


Na parapetach leżą ulotki informujące, że ileśtam procent dzieci  w pierwszych klasach szkoły podstawowej uważa, że są zdolnymi uczniami. Nauczyciele przygotowują diagnozy gotowości szkolnej.
Wydział oświaty uspokaja, że jeżeli dziecko z rocznika 2007 nie zostanie przyjęte do zerówki, to z pewnością zostanie przyjęte do pierwszej klasy, proszę się nie martwić.
Stowarzyszenie Ratuj Maluchy publikuje kolejny spot "odwołujący reformę". Chcą zebrać ileśtam tysięcy podpisów i zorganizować referendum pokazujące, jak bardzo rodzicom nie podoba się pomysł reformy. Nie tylko tej obniżającej wiek szkolny, także wcześniejszej, wprowadzającej gimnazja. Mają ładne logo:


Ostatnio w znanej ogólnopolskiej gazecie nagłówek jednego z artykułów krzyczał "reforma edukacji nie wejdzie w życie", ale nie była to deklaracja rządu, tylko informacja o wcześniej opisanym stowarzyszeniu.

A ja, biedna matka dziecka z rocznika 2007, tzw. sześciolatka, muszę zdecydować, co z nim zrobić.
Jeśli zerówka, to przedszkolna czy szkolna? A może pierwsza klasa, bo jeśli reforma jednak wejdzie w życie, to w przyszłym roku klasy pierwsze będą czterdziestoosobowe, bo gdzieś dzieciaki będzie trzeba pomieścić. Nawet, jeśli szkoła zatrudni więcej nauczycieli, będzie więcej klas, to ilość sal lekcyjnych się nie zwiększy, więc maluchy będą chodziły na trzy zmiany i kończyły naukę o 20:00.
Po godzinach rozmów z terapeutami, psychologiem, pedagogiem, wychowawczynią przedszkolną, rodziną i Aspikiem zdecydowaliśmy, że z jego intelektem dałby sobie radę w pierwszej klasie. Problem może być z przystosowaniem, ze zmianą budynku, sposobu pracy, planu zajęć. Ostateczna decyzja: zerówka szkolna.

Dzisiaj dowiedziałam się, że szkoła przyjęła mojego małego syneczka do zerówki. Moje maleństwo od września pójdzie do szkoły. Jeszcze do "oddziału rocznego przygotowania przedszkolnego", ale jednak już do szkoły.
Poczułam się staro.

2 komentarze:

  1. To w ogóle nie jest prosta decyzja, zwłaszcza w wypadku naszych dzieciaków. Ja tylko wiem, że gdyby moja córa urodziła się w 2007 roku to bym ją posłala do szkoły by uniknąc chaosu który będzie się rozgrywał rok później. Już wiem, że w podstawówce do ktorej bedzie chodzila Hania dyrektorka planuje na ten " podwójny " rocznik nauczanie na dwie zmiany. Nie uśmiecha mi się prowadzić Hani do szkoły na godzinę 15. Niestety, Hania urodziła się w 2008 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Aspik nie miał problemów, które ma, też bym nie zastanawiała się nad dalszą edukacją, tylko posłałabym do pierwszej klasy. Ale jest tak, jak jest, klasę pierwszą kategorycznie nam odradzają...
      Należy mieć nadzieję, że reforma jednak w życie nie wejdzie.

      PS. W naszej szkole dzieciaki chodzą na dwie zmiany bez podwojonego rocznika, po reformie będą chodzić na trzy zmiany.

      Usuń