sobota, 14 lutego 2015

Jeszcze raz o Walentym


Dziś ten dzień.
Walentynki.


Dzień, gdy głos więźnie Ci w krtani, a zamiast zrozumiałych słów wychodzi bełkot. Nie możesz złapać tchu. Trzęsą Ci się dłonie, cały drżysz. Ciałem jesteś tutaj, ale z przytomnością kiepsko, oj kiepsko.
Jesteś zakochany, czy masz padaczkę?
Nieważne, św. Walenty i tak jest Twoim patronem :)
Tak, tak, bo Walentynki to dzień zakochanych i epileptyków. Nie zapominajcie o tym w ogromie czerwonych serduszek :)


O ile na stan zakochania nie ma leków, a zakochanym raczej nikt nie wkłada nic między zęby (wyjątkiem niech będzie pocałunek francuski ;)), to przy padaczce przesądów jest sporo.

Padaczką można się zarazić.
Nie można. W żaden sposób. Ani przez kichnięcie, ani kontakt bezpośredni, ani nawet podczas przetoczenia krwi. No nie da się i już.

W czasie napadu toniczno-klonicznego trzeba coś włożyć choremu między zęby, bo sobie może odgryźć język.
FAŁSZ. Nie ma bardziej rozpowszechnionej bzdury niż ta. Jest podobnie prawdziwa jak pech od czarnego kota i coś niebieskiego podczas ślubu. Bzdura totalna, chociaż niektórzy w to wierzą i przekazują następnym pokoleniom.
Kochani. Po pierwsze i podstawowe człowiek sobie języka nie ODgryzie, choć najprawdopodobniej go sobie PRZYgryzie, czyli zrani. Może nawet dość mocno, ale niegroźnie. Kilka dni język będzie bolał i to wszystko, co się może stać.
Po drugie i równie podstawowe przygryzienie języka następuje w pierwszej fazie napadu, gdy wszystkie mięśnie sztywnieją. Wkładanie wtedy czegoś człowiekowi do ust może się skończyć wyłamaniem zębów. A język już i tak został przygryziony.
Bez sensu, prawda?

Jeden napad padaczkowy nie wystarcza, żeby stwierdzić, że ktoś ma padaczkę.
Podobno co 10 człowiek może mieć jeden jedyny atak padaczkowy w życiu. I jeśli się nie powtórzy to padaczki nie stwierdza się. Dopiero drugi napad pozwala na zdiagnozowanie padaczki.

Badanie EEG pozwala ocenić, czy ktoś ma padaczkę, czy nie.
Badanie EEG pomaga ocenić aktywność mózgu, ale nie wystarcza, żeby zdiagnozować padaczkę. Niektórzy ludzie mają napady, a zapis EEG mają prawidłowy. Inni mają nieprawidłowy zapis EEG, ale nie mają padaczki.

Padaczka jest wtedy, gdy człowiek nagle upada, traci przytomność i cały się trzęsie.
Są różne rodzaje padaczek. Ale ta z drgawkami i utratą przytomności, czyli grand mal lub toniczno-kloniczna, jest najbardziej "widowiskowa", przez to najbardziej znana. Bo kto chciałby oglądać niemal niewidoczne utraty świadomości (petit mal)?
Z kolei nagły upadek i drgawki mogą mieć inną przyczynę niż padaczka.

Osoby z padaczką nie powinny same wychodzić z domu.
A dlaczego nie? Jeżeli napady są opanowane, człowiek czuje się dobrze to po co ma siedzieć zamknięty w domu?
Osoby z padaczką mogą i powinny, jeśli stan zdrowia im na to pozwala, żyć normalnie: skończyć szkołę, pracować, mieć rodzinę, wychodzić na imprezy. To normalni ludzie!

Podczas napadu padaczkowego najlepiej zostawić człowieka w spokoju.
I tak, i nie. Bez sensu jest próba ułożenia człowieka w trakcie napadu w pozycji bezpiecznej (lub jakiejkolwiek innej). Nie wolno człowieka przytrzymywać na siłę, bo to i tak nie stłumi drgawek.
Ale zapewnić bezpieczeństwo należy. Usunąć niebezpieczne rzeczy, poluzować kołnierzyk koszuli, zdjąć okulary itp. I chronić głowę - podłożyć coś miękkiego najlepiej.
Pogotowie należy wezwać dopiero, jeśli napad się przedłuża ponad standardowe kilka minut (tu źródła podają różne liczby, od 2 do 5), lub gdy po napadzie następuje kolejny.
Koniecznie trzeba zachować spokój - panikowanie nic nie da.

Osoby z padaczką nie mogą chodzić na dyskoteki ani do kina, bo migające światła w ciemności powodują napady.
Niekoniecznie. Są różne rodzaje padaczek i różne przyczyny. U niektórych ludzi napad może być spowodowany migającymi światłami. U kogoś innego światła nie wywołują napadu. Więc jeśli to nie ten rodzaj padaczki to czemu człowieka ograniczać i zabraniać mu wyjścia do kina?

Osoba chora na padaczkę musi prowadzić regularny tryb życia.
Tak. Stres, alkohol, praca przy kompie do 3 nad ranem (no dobrze, nie tylko praca ;)) - każdy to przeżył i każdy wie, że nie wpływa to najlepiej na funkcjonowanie dowolnego człowieka. A jeśli ten człowiek ma padaczkę, to wiadomo, jak taki tryb życia się może skończyć.
Ale nie znaczy to, że o 19 dobranocka, myć ząbki i spać. Bez fanatyzmu. Drobne odstępstwa od normy dozwolone ;)

Osoby chore na padaczkę są też chore psychicznie.
Większej bzdury nie słyszałam.
Może się zdarzyć, że jakoś ktoś ma np. padaczkę i schizofrenię. Ale to jest jeden ktoś, nie cała populacja ktosiów. Te dwie przypadłości nie mają ze sobą nic wspólnego, nie współwystępują częściej, niż statystyka przewiduje.


No i to by było na tyle moralizowania.
Miłości wszystkim życzę :)

PS. To pisałam ja, matka Aspika :)

czwartek, 27 listopada 2014

Na południe!

Coś nie wyszło z tym wpisem w sobotę, za co oczywiście przepraszam, ale poprawy nie obiecuję ;)
Mam nadzieję, że wybaczycie nam długie milczenie. Mamy dobre wytłumaczenie, ale Wam go nie zdradzimy. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Może za... pół roku? M., jak myślisz?

Tymczasem wraz z listopadem nadeszły długie jesienne wieczory, zimno, a raz już nawet spadło troszeczkę śniegu. To idealny czas, żeby wspomnieć nasz listopadowy odlot na południe :)
Pogodę trafiliśmy iście nielistopadową. W drodze do Chatki Puchatka wszyscy zdjęliśmy kurtki i wcale nie było nam zimno :) Na zdjęciu poniżej właśnie przed Chatką Puchatka stoimy, już ubrani bo wiatr był koooszmarny. Czy ktoś z Was tak sobie wyobrażał to miejsce w trakcie lektury książek A. A. Milnego?


Musicie mi uwierzyć, że naprawdę był tam Puchatek. A nawet dwa :)

Oczywiście wyjazd z Aspikiem oznacza, że urządzenia mechaniczne różne, różniste, być muszą. Były! Takie wyjątkowo duże. O, takie:






 Czekaliśmy na autobus na Manhattanie...



I stało się stworzenie kota (lub człowieka), prawie jak u Michała Anioła :)



Wodospady bywały różne, mniejsze i większe, a wszystkie malownicze.




Za to wody płynące zachwyciły Aspika. Tam nauczył się puszczać kaczki.


Wkrótce tam wrócimy :)


PS. Czy ktoś zgadł. gdzie byliśmy?

czwartek, 9 października 2014

Nowy Rok

Powtarzając za pewną reklamą: w domu, w którym są dzieci, rok zaczyna się we wrześniu. To wtedy startują przedszkola, szkoły, angielski, zajęcia karate...

Aspik zaczął pierwszą klasę szkoły podstawowej ze wszelkimi przywilejami i obowiązkami. Z porannym wstawaniem, pospiesznym jedzeniem i pracami domowymi. Ze stempelkami z uśmiechniętymi słoneczkami i deszczowymi chmurkami.
Ze stołówkowymi obiadkami, z których młodzieniec zjada tylko ziemniaczki i surówkę. Pozostałymi dobrami gardzi. Za to w domu mięsko w dowolnej postaci konsumuje niemal bez przerwy.

Mówią, żeby nie przeciążać dzieci zajęciami. Mówią, że to dla dzieci nie dobrze. Że potrzebują wolnego czasu.
A Aspik na to: niech sobie gadają!
Oprócz lekcji i zajęć dodatkowych wynikających z orzeczenia oraz tych pozaszkolnych, chodzi jeszcze w szkole na niemiecki. Zupełnie samodzielnie decyzję podjął, nauczycielce decyzję przedstawił i nie odpuścił. I uczy się, piosenki po niemiecku śpiewa.

Tylko matka ma problem, gdyż nic nie rozumie ;)


--------------------------
O jeszcze jednej sprawie edukacyjnej opowiem w kolejnym wpisie. W tę sobotę (mam nadzieję) :)