wtorek, 16 lipca 2013

Urodziny Ani

Ania pojawiła się u nas niedługo po tym, jak pojawił się Aspik. Był to prezent dla noworodka. Wtedy jeszcze nie była to Ania, w ogóle nie miała imienia.
Przez następne kilka lat nie cieszyła się dużym zainteresowaniem właściciela, leżała na jego łóżku i to był cel jej istnienia - być i powiększać kolekcję. Wciąż była bezimienna, a nawet bezpłciowa. Aspik zdawał się wcale nie zwracać uwagi na nią i inne elementy kolekcji, chyba, że jakiś zginął. Wtedy była panika, bo brakowało jednej z czternastu zabawek, "mamo, poszukaj".
Nie wiem, co zmieniło ten stan rzeczy, ale pewnego dnia Aspik zaczął jedną z zabawek wyróżniać. Wszystkie są wciąż tak samo ważne, wszystkie muszą być, ale ta jedna jeździ z Aspikiem na dłuższe wyjazdy, tam pomaga mu zasypiać. Transportuje ją w swoim małym plecaczku, do którego ledwie się mieści.
Od Ani zaczęło się nadawanie imion :) Nie, mylę się, pierwsze imię Aspik nadał swojej lalce, którą dostał na trzecie urodziny. Nazwał ją Ferdydurka. Później długo, długo nic. Aż do Ani. Później imiona posypały się hurtem, teraz każda zabawka jakoś się nazywa.

Ale Wy wciąż nie wiecie, kto to jest Ania. Oto Aspik przytulający swoją ulubienicę:


Tak, tak, Ania to ten wielki pluszowy krokodyl z żółtymi oczami i zębiskami. Urocza, prawda?

Kilka dni temu Aspik stwierdził, że Ania ma urodziny. A jak urodziny, to musi być tort. Świeczka też, oczywiście :) Matka tortu upiec nie chciała, więc dziecko poradziło sobie samo.


Tort to przekrojona bułka posmarowana miodem, świeczka jest zrobiona z wykałaczki, a płomień z plasteliny. Jest nawet dymek.
Kiedy Ania świeczkę zdmuchnęła, Aspik zmienił czubek świeczki na plastelinowy spalony knot i zaśpiewaliśmy "Sto lat".

Wszystkiego najlepszego Aniu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz