czwartek, 20 września 2012

Alergolog

Aspik "od zawsze" odżywiał się w specyficzny sposób. Jego pierwszym stałym pokarmem była marchewka z rosołu spożyta w 9 miesiącu życia. Złapał sam w łapkę i zjadł.
Oczywiście, że próbowaliśmy nakarmić go wcześniej pokarmami dla dzieci. Marcheweczka gotowana osobno, przetarta przez sitko. Ziemniaczek, dynia, kurczaczek lub inne domowe specjały. Słoiczki jakiekolwiek. Nic z tego, po prostu nie dał sobie tego włożyć do ust. W tamtym czasie smakowało mu tylko mleczko, i to najlepiej z "podręcznej mleczarni" czyli matki.
Aspik rozsmakował się w marchewce i szybko pozwolił sobie podać inne produkty, oczywiście musiały być odpowiednio doprawione. Nie jakieś mdłe jedzenie ze słoika czy ziemniaczki bez soli. Niedługo później, ku przerażeniu matki, zjadł plasterek cytryny, uśmiechnął i oblizał.
Ale do rzeczy. Aspik od urodzenia miał bardzo suchą skórę. Zgodnie z zaleceniami pediatry przez pierwsze miesiące odżywiałam się wyłącznie rosołkiem, kurczakiem z rosołku, zupką rybną albo bułką z masełkiem. To był dla mnie straszny czas ale dzięki temu szybko wróciłam do wagi sprzed ciąży ;) Jak zjadłam kawałek żółtego sera, Aspik miał problemy brzuszkowe. To samo z pomidorem. Później było coraz łatwiej ale suche, szorstkie policzki i ramiona pozostały. Czasem było trochę lepiej, czasem gorzej, raz był wielki atak alergii w reakcji na proszek (dla alergików, nawiasem mówiąc). I tak sobie prowadziliśmy zgadywankę.
W końcu znaleźliśmy winowajcę: czekolada. Taaak, wiem, zapytacie, kto podaje kilkumiesięcznemu dziecku czekoladę? Nikt. Ale ja już wtedy jadłam wszystko, a Aspik dalej ssał. Później Aspik oczywiście czekoladę jadł bo dwu-, trzylatki jadają takie rzeczy i już. Hm.
W końcu pół roku temu udaliśmy się do alergologa. Ten popatrzył na Aspika, powiedział, że zrobimy testy skórne. Panel pokarmowy na tamtej wizycie nic nie wykazał. Szczególnie nie było uczulenia na czekoladę. Alergolog powiedział, że on bardziej ufa obserwacjom rodziców niż testom więc jeżeli widzimy uczulenie na czekoladę to znaczy, że mimo ujemnych testów ono jest. I żeby we wrześniu, po okresie intensywnego pylenia zrobić panel wziewny.
W ostatni wtorek Aspik obudził się z opuchniętymi powiekami i zapchanym nosem. Wyglądał, jakby powieki miał pomalowane różowym cieniem. Dziwaczne. Ale czuł się dobrze, nie swędziało. Wczoraj było już lepiej, powieki dalej opuchnięte ale oddychanie przez nos już możliwe. A dzisiaj pojechaliśmy na umówioną wizytę u alergologa. Pani zrobiła Aspikowi testy, które wyszły ujemnie. (czy ktoś jest zaskoczony?). Alergii brak. Więc skąd taka piękna opuchlizna? Nie wiadomo. Dostaliśmy zalecenia jeżeli coś takiego się powtórzy i coś do smarowania ciągle suchej skóry.


A teraz podsumowanie przydługiego wpisu; Aspik nie ma alergii :)
Tylko nie może jeść czekolady i musi codziennie smarować się specjalnym kremem stosowanym przy łuszczycy i atopowym zapaleniu skóry.

2 komentarze:

  1. pewnie nie zdziwisz się, gdy napiszę, że Józek po czekoladzie zjedzonej przeze mnie, a wyssanej z mlekiem cały był w czerwonych plamach. to też była tylko moja obserwacja. Przez cały czas karmienia piersią - na około 1,5 roku przestałam jeść czekoladę...

    OdpowiedzUsuń
  2. U naszych dzieci moga wystepowac alergie, ktore nie sa wykrywane standardowymi testami, moze stad te negatywne wyniki.

    OdpowiedzUsuń