piątek, 13 maja 2022

Skazany

Aspik po 6 latach od ostatniego wpisu.

Jest bardzo samodzielnym człowiekiem, który doskonale radzi sobie w przestrzeni miejskiej, potrafi sam ogarnąć swoje sprawy. Sprawnie porusza się w gąszczu komunikacji miejskiej, wyszukuje trasę, zmienia ja w razie potrzeby w trakcie podróży.

Samodzielnie robi zakupy zarówno w pobliskiej żabce, biedronce, jak i w internecie. Sam potrafi zrobić kanapki, tosty czy spaghetti.

Sam dociera do szkoły i z niej wraca. Uczy się dobrze, zazwyczaj ma odrobione lekcje i nie sprawia "problemów wychowawczych". Dowiedzieliśmy się też czegoś nowego: nauka zdalna lub częściowo zdalna jest lepsza dla Aspika. Uczył się równie dobrze, opuszczał mniej lekcji (bo wstawianie poranne jest trudne jak u większości nastolatków). Podczas nauki zdalnej kontakty społeczne kwitły, bo nie tracił zasobów na samo bycie w szkole, ale mógł je wykorzystać po lekcjach do spotkań z przyjaciółmi.

Aspik 15-letni ma kolegów, a nawet dwóch przyjaciół, z którymi popołudniami wychodzi pod blok pogadać.

Ma nową pasję, której oddaje się w każdej możliwej chwili - to chemia. Najpierw hodował kryształy, obecnie tworzy różnego rodzaju roztwory rozpuszczając coś w czymś lub odparowując.


Aspik kończy 8 klasę podstawówki.

Egzaminy będą, ale to nie problem, bo młody człowiek zna swoje mocne i słabsze strony, wie, z czym może mieć trudność, a co nie.

Problemem jest szkoła. Bo obecnie Aspik jest w małej podstawówce liczącej łącznie ok. 300 uczniów, w klasie integracyjnej z czternaściorgiem współtowarzyszy klasowych. A w liceum, nawet najmniejszym, nie będzie takiej ciszy i spokoju oraz tak małej klasy.

Znaleźliśmy rozwiązanie idealne - nauka w liceum, gdzie część zajęć (te zdawane na maturze) odbywa się w szkole, a reszta to edukacja domowa ze wszystkimi konsekwencjami takiego wyboru, czyli egzaminami co roku z każdego przedmiotu. Sytuacja dla Aspika idealna, bo miałby możliwość pracy w swoim tempie, czas na rozwijanie pasji, ale także stały kontakt z nauczycielami i innymi uczniami.

Niestety został z góry skazany na tradycyjny system edukacji, albowiem gdyż ponieważ. Bo tak. Bo "nie mamy miejsc dla takich dzieci". Bo "obecnie uczy się dobrze, ale za miesiąc czy dwa będzie potrzebował wsparcia". Bo, zamiast dostrzec dziecko o wielkim potencjale, radzące sobie lepiej niż 90% rówieśników, łatwiej patrzeć przez pryzmat diagnozy.


Jest mi po ludzku przykro, że dzieciom z diagnozą odbiera się dostęp do nietypowego systemu edukacji bez poznania ich potencjału, możliwości, umiejętności. Tym bardziej, że wiemy, że tradycyjny system edukacji nie jest dla nich dobry.

Są skazani na standardową edukację tylko dlatego, że są niestandardowi.



Dlatego wbrew własnym zasadom apeluję do rodziców dzieci niestandardowych: jeśli chcecie dobrze funkcjonujące dziecko zapisać do szkoły poza zwykłym systemem edukacji, zastanówcie się, czy warto ujawniać diagnozę dziecka. Jest szansa, że młody człowiek poradzi sobie, że po latach terapii nauczyciele nic nie zauważą, albo wzorem naszych przodków uznają dziecko nietypowe za niegroźnego ekscentryka.

Tego Wam życzę i wracam do szukania miejsca, które pozwoli Aspikowi przetrwać 4 lata szkoły średniej we względnym zdrowiu psychicznym.

czwartek, 30 czerwca 2016

Starszy brat

Aspik niedawno został starszym bratem. Póki co jest tym faktem zachwycony.

Był dobrze przygotowany na pojawienie się nowego członka rodziny. Dużo rozmawialiśmy, opowiadaliśmy, omawialiśmy wszystkie ewentualności. O tym, że dzieci płaczą w nocy. O tym, że na początku nie bardzo da się z nim bawić, bo maleństwo na początku życia nawet nie umie się uśmiechnąć, nie mówiąc już o zabawie. O tym, że maleńki będzie wymagał więcej uwagi, ale zrobimy wszystko, żeby Aspik nie poczuł się gorzej.

Relacja braterska kwitnie.
Co będzie dalej - zobaczymy :)


piątek, 24 czerwca 2016

Wzorowy

Aspik zakończył drugi rok szkolny w swojej szkolnej karierze. Zerówek nie liczę.

Druga klasa minęła mu raczej łatwo, miło i bezproblemowo. Co prawda nadal ma problemy z pisaniem, a do mistrza ortografii brakuje mu bardzo wiele, jednak nie to jest najważniejsze.
Najważniejsze dla mnie jest to, że ani razu w ciągu roku szkolnego nie usłyszałam "mamo, ja nie chcę iść do szkoły". I że były takie dni, że do Aspika dzwonili koledzy ze szkoły. Nie po to, żeby dowiedzieć się, co jest zadane, tylko po to, żeby pogadać.
Oczywiście każdy dzień nie był cudowny, zdarzały się problemy. Były nieodrobione prace domowe, zniszczone przybory i zabawki, były płacze i siedzenie w bibliotece podczas szkolnej dyskoteki (nadwrażliwość słuchowa).
Ale była też PIĘCIODNIOWA wycieczka. Aspik dał radę. Co więcej zapowiedział, że na następną też chce jechać!

I mimo pewnych problemów z pisaniem jest...

piątek, 18 marca 2016

Raz na wozie, raz pod wozem...

...a czasem pod i nad jednocześnie.

Bo co innego powiedzieć, jeśli Aspik zaczyna się drapać? To dobrze, świetnie, młody zaczął odczuwać prawidłowo swoje własne ciało. Tak, dotychczas drapania nie było, bardzo słabo czuł własną skórę, własne ciało.
Uderzenia nie bolały lub bolały, bywało różnie. Był czas, kiedy Aspik celowo biegał od ściany do ściany odbijając się w pędzie od przeszkód. To pomagało mu poczuć własne ciało. Był też czas, kiedy gryzł ręce do krwi. Było też tak, że upadał, czasami się ranił i nie reagował na to w żaden sposób. Wpadał w panikę dopiero później, po zobaczeniu krwawiącej rany.
Jednocześnie metki w ubraniach bolały niemiłosiernie.
Nie lubił nigdy i nadal nie lubi ciepłej wody. Kąpie się w chłodnej, a do mycia rąk odkręca tylko zimną wodę.
Dotyk generalnie ignorował. Czasami skarżył się, że go ktoś łaskocze, choć wcale ten ktoś tego nie robił.
A teraz pojawiło się drapanie, lepsza kontrola ciała i lepsze zrozumienie, co się z nim dzieje. To świetnie, prawda?

Świetnie, z pewnym małym wyjątkiem.
Aspik zawsze miał suchą skórę. Nie czuł, że go swędzi, nie drapał się, więc tylko nawilżaliśmy i było nieźle.
Teraz jest źle. Na aspikowej skórze pojawiły się czerwone, brzydkie, swędzące placki, największe w okolicach łokci, kolan, ale także na brzuchu, na twarzy...
Nareszcie zostało zdiagnozowane Atopowe Zapalenie Skóry. Dzięki drapaniu. Bez tego się nie dało, nie spełniał kryteriów.

Cieszyć się, czy nie?
Chyba jednak tak. Przynajmniej wiem, na czym stoimy. Stoimy na wozie ;), bo wiemy, co robić.


-----
W przyszłym tygodniu wyjaśnić się powinna jeszcze jedna aspikowa sprawa. Prosimy o trzymanie kciuków, bo chociaż zdaje się, że wynik znamy, zawsze można mieć nadzieję, że jednak nie :)

czwartek, 10 marca 2016

Historia pewnej naklejki

Aspik chodzi do szkoły, to wiadomo. Do drugiej klasy szkoły integracyjnej. Radzi sobie dobrze, chociaż wciąż ma spore problemy z czytaniem oraz z pisaniem zgodnym z zasadami ortografii. Inaczej mówiąc mimo znajomości i umiejętności wyrecytowania reguł ortograficznych, mimo prawidłowej odmiany wyrazu z "ó" czy "rz" na wyraz z "o" czy "r"... poprawnie napisze połowę słów. Co więcej, przy przepisywaniu z tablicy także są błędy. Dysortografia.
Poza tym daje nam w kość zmienność emocjonalna. W jednej chwili młody człowiek jest najszczęśliwszy na świecie i nic mu więcej nie potrzeba, a w następnej... katastrofa.

Ale myślałam, że TO mamy już za sobą.
Wczoraj Aspik wracając ze szkoły był smutny. Coś wyraźnie było nie tak.

W szkole dzieciaki mają pudełka. Identyczne, zielone pudełka, w których zostawiają książki i przybory szkolne, jeśli nie muszą ich zabierać do domu. Świetna sprawa, dzięki temu plecaki są lżejsze, a dzieci raczej nie zapominają podręcznika.
Na pudełkach na początku roku dzieci naklejały naklejki ze swoimi imionami. A wczoraj stała się rzecz niezwyczajna. Aspik przyzwyczajony do wyglądu swojej naklejki nie mógł odnaleźć swojego pudełka. Musiał przeczytać napisy na wszystkich pudełkach.
Naklejka na pudełku Aspika została zmieniona.
Ok, może tak będzie lepiej, może tam nie było zbyt pięknie napisane, może wszystkie naklejki powinny być podobne, żeby nie wprowadzać chaosu. Ale nikt nie uprzedził akurat tego młodego człowieczka z zespołem Aspegrera, dziecka, które nie lubi zmian, że taka zmiana nastąpi. Nikt nie pokazał mu nowej naklejki i nie wytłumaczył powodów zmiany. On też w szkole nic nie powiedział. Dlaczego - nie wiem. Ale do wieczora był rozkojarzony, smutny, rozbity, pytał co chwila o naklejkę i powód jej zmiany.
Przykro mi było na niego patrzeć.
Ja przecież nie mam wpływu na to, co dzieje się w szkole, na takie "drobiazgi", które są tak ważne dla dzieci takich jak Aspik.

Aspik nie lubi zmian. Aż tak bardzo.

niedziela, 14 lutego 2016

14 lutego - nie tylko zakochani :)

Piszę o tym już po raz czwarty.
Było już TU, TU i jeszcze TUTAJ. I będę pisać, dopóki będzie istniał ten blog :)

Bo dziś gromada czerwonych serduszek, puchatych misiów i bukiecików róż kojarzy się z Walentynkami, świętem zakochanych. Nam też, bo to dla nas szczególny dzień :)

      
Św. Walenty

Ale święty Walenty wcale nie był patronem zakochanych. On był (i jest) patronem chorych na padaczkę (epilepsję). Czasem mówi się, że jest także patronem umysłowo chorych. Stąd już bliżej do zakochanych ;)
14 lutego co roku obchodzony jest Dzień Chorego na Padaczkę.

W poprzednich wpisach to już było, ale powtórzę raz jeszcze:
- Padaczka to nie choroba umysłowa.
- Padaczka nie jest dziedziczna.
- Padaczką nie można się zarazić.
- Padaczka ma swoje źródło w mózgu, ale nie zawsze uszkodzenie mózgu jest przyczyną padaczki.
- 10% z nas może doświadczyć jednego, pojedynczego ataku padaczkowego. To jeszcze nie znaczy, że ma padaczkę i do końca życia będzie musiał brać leki. Dopiero dwa lub więcej ataków pozwalają na postawienie diagnozy.
- Są różne rodzaje padaczki. Nie wszystkie to efektowne drgawki z utratą przytomności. Często napad padaczkowy przypomina krótkie zapatrzenie się w przestrzeń i brak reakcji (także lukę w pamięci na czas napadu). Czasem jest to gwałtowny ruch kończyną (z zachowaną pełną świadomością). Objawem może być też np. kilkukrotne silne deja vu :)
- Osobie, która ma napad padaczkowy (ten efektowny, z drgawkami) nie wolno wkładać nic między zęby. Już przygryzła sobie język w fazie tonicznej, ale na pewno sobie języka nie odgryzła. Teraz można jej w ten sposób tylko wyłamać zęby.
- Takiej osoby też nie przytrzymujemy na siłę, chyba że drgawki powodują, że zaraz spadnie z łóżka czy półpiętra na klatce schodowej. Jeśli jest bezpieczna, nie obija się o żadne sprzęty i nie rani się - nie przytrzymuj. Warto chronić głowę tej osoby, np. coś pod głowę podłożyć.
- Atak trwa krótko (2-3 minuty), choć dla będących w pobliżu to wieczność. Po tym czasie chory często zasypia. Jeśli atak się przedłuża, trzeba wezwać pogotowie. Wcześniej - nie.
- Nie zawsze atak wywołują migające światełka. Często nie można ustalić przyczyny napadu. Jednakże nadmiar alkoholu lub silny stres mogą się do tego przyczynić.
- Nie każda osoba ma napady co kilka dni lub godzin. Znacznie częściej, zwłaszcza przy dobrze dobranych lekach, napady nie występują wcale lub występują bardzo rzadko.
- Osoba chora na padaczkę może robić wszystko: uczyć się, pracować, założyć rodzinę i mieć dzieci. Nie musi podporządkowywać swojego życia tej przypadłości. Może, tak jak każdy z nas, być szczęśliwa.

Na koniec polecam wszystkim pewną ciekawą książeczkę dla dzieci o padaczce. I dla tych maluchów, które same doświadczają tej choroby, lub mają w pobliżu kogoś (brata, mamę, kuzynkę...), kto choruje na padaczkę, i dla tych, które być może nigdy nie zetkną się z kimś w czasie napadu padaczkowego. Lepiej wiedzieć, żeby się nie bać, właściwie zareagować.

 Można ją kupić TUTAJ


M., jak zawsze 2x :*

czwartek, 31 grudnia 2015

Koniec i podsumowanie.

Wiem, że zbyt mało piszę o Aspiku, ale cóż tu pisać, jak nic się nie dzieje?
Przez cały 2015 rok Aspik chodził do tej samej szkoły, miał tę samą wychowawczynię i powoli się do szkoły i szkolnego życia dostosował. Jest w klasie integracyjnej, w której jest innych 17 uczniów. Jest tam w pełni akceptowany i widać, że dobrze czuje się w tej grupie.
W szkole także nie ma problemów - jest rozpoznawany i lubiany przez panie woźne, panią intendent i większość kadry nauczycielskiej - i wcale nie dlatego, że sprawia problemy. O nie, on jest bardzo spokojny, grzeczny i dobrze wychowany. "Dzień dobry, dziękuję, nie lubię tej zupy." ;)
Z nauką także mamy wciąż te same problemy. Aspik nie czyta płynnie, chociaż spędza całe godziny na ćwiczeniach. Nadal przy czytaniu myli "b" i "d", cyfry i litery drukowane w połowie przypadków pisze w odbiciu lustrzanym. Nadal robi straszne błędy ortograficzne przy zwykłym przepisywaniu z tablicy, lub z książki. Jedno, co w tej sprawie zmieniło się w 2015 roku to diagnoza problemów analizatora wzrokowego i słuchowego, czyli dysleksja, chociaż ze względu na młody jeszcze wiek nazwana "ryzykiem dysleksji".
Aspik nadal ma problemy z koordynacją wzrokowo-ruchową, nie umie jeździć na rowerze, rolkach. Ale lubi ćwiczenia fizyczne (oczywiście dopóki nie zobaczy, że dzieciaki są od niego szybsze, zwinniejsze, bardziej sprawne) i przemógł swój strach przed pływalnią. Nie umie jeszcze pływać sam, ale wielką frajdę sprawia mu wyjście na basen i pływanie z makaronem. Nauczył się nawet skakać z brzegu do wody :)
Od tego roku szkolnego mamy mniej zajęć terapeutycznych. Byliśmy zmuszeni zrezygnować z jednych zajęć grupowych, bo kolidowały z innymi, które uznaliśmy za ważniejsze na obecnym etapie. Ale z obecnym wymiarem terapii Aspik sobie spokojnie daje radę. Rozwija się, uczy nowych umiejętności, głównie społecznych, poznaje świat i szuka nowego zainteresowania. Lokomotywy chyba wyeksploatował do granic możliwości, nie pozostało mu już nic do odkrycia w tym temacie, więc obecnie przerzuca się z samolotów na czołgi, z czołgów na Lego Ninjago i na Gwiezdne Wojny, a my czekamy cierpliwie na czym się zatrzyma na dłużej i jaką dziedzinę wiedzy teraz zechce zgłębiać.
Podsumowując podsumowanie: jest zadowolonym młodym człowiekiem. I niech taki pozostanie w 2016 roku.
A my życzymy Wam wszystkim wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Niech będzie jeszcze lepszy, niż ten mijający.

środa, 14 października 2015

Wybory

Wybory - temat jakże popularny w tych dniach! Gdzie spojrzymy - kuszą obietnicami wyborczymi kolejni kandydaci. Ktoś obiecuje zlikwidować administrację, wprowadzić szkoły otwarte od rana do wieczora, podwyższyć płace minimalne, wsparcie finansowe dla rodziców, skrócić kolejki do lekarzy, wprowadzić ustawy aborcyjne i in-vitrowe, stworzyć żłobki, miejsca pracy, dać emeryturę w jakiejś wysokości i po iluś latach, bezpłatne leki, zmienić VAT i podatki, przyjmować uchodźców, lub nie.

Ktoś nawet w wyborczym przemówieniu stwierdził, że "prawdę trzeba mówić". Mówmy zatem.
Lecz porzućmy już bez żalu te "dorosłe" wyborcze obietnice i zajmijmy się tymi mniejszymi.

Aspik został wybrany zastępcą przewodniczącego klasy. Dlaczego?
Bo tak.
Bo dzieciaki go lubią.
Bo ma zawsze dużo do powiedzenia i nie daje sobie przerwać. I tyle razy zadaje pytanie lub prosi o zrobienie czegoś aż to dostanie.
Nie boi się nigdzie pójść, nie wstydzi pytać czy nawet lekko wymuszać działania na innych. Nie krępuje go konieczność kontaktu z kimś dużo bardziej znaczącym (np. dyrektorką szkoły). Wchodzi, mówi co ma do powiedzenia i nie daje się wyprosić, aż ktoś go nie wysłucha i prośby nie spełni.*
Czyż to nie idealne cechy polityka?

Został więc Aspik wybrany. Demokratycznie. Głosowały na niego głównie dzieci z zaburzeniami. Hmmm...

A po wyborach trzeba było rozpocząć trudną pracę młodego adepta sztuki zwanej polityką. Czyli udać się na zebranie trójek klasowych i głosować na przedstawicieli szkoły.
W tych wyborach kandydować mogli uczniowie klas 4 i starszych. "Maluchy" takie jak Aspik (klasa II) tylko głosowały.

Czym kusili wyborców kandydaci na przewodniczącego szkoły?
  • Więcej dyskotek
  • Więcej wycieczek
  • Dzień bez jedynek
  • Tablety zamiast książek
  • Lepsze jedzenie w stołówce
Wybory...
Kochani, pozostawię to bez komentarza.

-------------
* Obserwowałam ostatnio Aspika, który zapomniał wziąć plecaka basenowego z sali szkolnej.
Sala już zamknięta była, więc pobiegł chłopak szukać pani woźnej. Znalazł jedną, ale nie z tego piętra, nie miała klucza do właściwej sali. Więc pobiegł do pokoju nauczycielskiego.
Pech chciał, że dokładnie w tym samym czasie starsza dziewczynka wraz z mamą udała się tam w tej samej sprawie.
Aspik stwierdził, że "jego" sala jest bliżej, zatem musi być otwarta jako pierwsza. I tak się stało.

piątek, 26 czerwca 2015

Dyplomowani

Dziś dzień, kiedy wszyscy chwalą się średnimi, ocenami, wstawiają zdjęcia świadectw z czerwonym paskiem i dyplomów za nagrody w konkursach.

Aspik nie ma wzorowego zachowania.
Był zbyt nieporządny w czasie roku szkolnego, czasem nie odrabiał prac domowych, czasem nie miał zatemperowanych kredek i nie nauczył się wierszyka.

Nie ma wzorowych wyników w nauce.
Nie nauczył się ładnie czytać, jego pismo pozostawia wiele do życzenia, zarówno strona graficzna, jak i błędy. Z informatyki także marnie sobie radzi - nie posługuje się myszką, klawiaturą, nie umie uruchamiać programów komputerowych.

Nie kreśli ślicznych literek, kolorowych szlaczków w zeszytach, zatem nie dostał dyplomu za najpiękniejszy zeszyt.
Nie umie wciąż płynnie czytać, więc nie wygrał konkursu pięknego czytania dla klas pierwszych.
Płynnie mówi, lecz z interpretacja wierszy nie jest jego mocną stroną... dlatego nie brał udziału w konkursie recytatorskim.
Prace plastyczne na wszelkie konkursy wykonywał sam. Nie chciałam mu pomagać, chociaż wiem, że gdybym mu pomogła to praca byłaby dużo ładniejsza, estetyczna. Ale stawiam na samodzielność, nawet trochę "gorszą".
Nie zdobył medalu wręczanego przez panią dyrektor za wzorowe zachowanie.


W połowie uroczystości wyszedł z płaczem z auli. Bo niektóre dziewczynki mają całe stosy dyplomów, a on ani jednego*.



Szkoda, że nie było konkursu wiedzy o lokomotywach albo ze znajomości słówek niemieckich. Albo w ogóle wiedzy o czymkolwiek. Nic, tylko prace plastyczne, czytanie lub recytacja.
Nie było też żadnych zawodów sportowych. Tu nie piszę pod kątem Aspika, bo ten fizycznie słabszy jest i z równowagą, i z szybkością, i ze zręcznością wciąż problemy. Ale chętnie by w zawodach udział wziął i bawił się dobrze.
Tu pytanie i prośba do szkół i rodziców, którzy nasz blog czytają. Jeżeli w Waszej szkole tak jak u nas są konkursy tylko plastyczne i recytatorskie - zaproponujcie coś innego. Konkurs wiedzy o wiośnie zamiast kolejnego obrazka Pani Wiosny. Konkurs matematyczny zamiast recytatorskiego. Mini olimpiadę międzyklasową.
To jest szansa na dobrą zabawę dla tych dzieci, które mniej rozwinięte plastycznie są, a też chcą pokazać, że są w czymś naprawdę dobre.

--
* Nie jest to do końca prawda. Aspik przyniósł aż 3 dyplomy, ale są to dyplomy uczestnictwa. Takie same dostały wszystkie dzieci z jego klasy. Otrzymał je już w klasie, po akcji z płaczem.
Dla mnie i bez tego jest zwycięzcą.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Dostrzeganie

Jaki jest Aspik ośmioletni?

Aspik ośmioletni jest ładnym, szczupłym chłopcem, który z odwagą patrzy na każdego człowieka.
Wielu zagaduje, wielu osobom zadaje pytania. Sąsiadom przedstawia swojego krokodyla, pyta, z którego są piętra. Obcym pytającym odpowiada, nie odwraca się już tyłem.
Nie sprawia problemów wychowawczych. Uczy się, pisze i czyta zupełnie przeciętnie jak na pierwszoklasistę.
W szkole bawi się z dziećmi, ma kilkoro bliższych kolegów w klasie. Zaczyna po dziecięcemu rozrabiać, ale nie jest nadpobudliwy.

Wspólnie z innymi dziećmi wynajdują sobie kryjówki, wymyślają scenariusze zabaw w samoloty bombowe niszczące wroga lub detektywów próbujących rozwikłać zagadkę zniknięcia kanapki.
Aspik ośmioletni już nie poddaje się bezwolnie innym dzieciom. Zaczyna mieć własne zdanie.
Zaczyna być też coraz bardziej samodzielny. Sam się ubiera, sam myje, pomaga przy włączaniu pralki i zmywarki.


Aspik jest szczęśliwym ośmiolatkiem czerpiącym z życia pełnymi garściami.

Jest dobrze, bardzo dobrze.
Niektórzy nawet twierdzą, że Aspik zaburzeń autystycznych nie ma i nie miał (bo z autyzmu, jak wiadomo, się nie wychodzi).

Bardzo łatwo takim głosom uwierzyć.
Odpuścić terapie, dodatkowe zajęcia wspomagające. Stwierdzić, że dziecko powinno nareszcie mieć normalne dzieciństwo, wyjść na podwórko i pobawić się z kolegami. I zacząć mieć wyrzuty sumienia, że przez lata ciągało się dzieciaka niepotrzebnie po specjalistach.
Bardzo łatwo przestać dostrzegać deficyty, gdy wokół słyszy się, że przecież jest idealnie, że prawdopodobnie takiego zaburzenia nigdy nie było, że to musiało być coś innego.
Ale zaburzenie było i jest.
Tak, jest dobrze, przecież to już lata terapii, ale pewne deficyty są nadal. Wciąż jest nad czym pracować.
Najbliżsi wiedzą, jaki jest Aspik codzienny. Czego można się spodziewać wieczorem po intensywnym, ciekawym, pełnym wrażeń dniu. Co się dzieje przy kąpieli. Jaka jest wymagana zawartość lodówki. O co Aspik będzie pytał. Jak Aspik zachowa się przy świątecznym stole.

Proszę, nie neguj diagnozy postawionej przez zespół specjalistów.
Nie mów, że nic po nim nie widać. Zaburzenia ze spektrum autyzmu rzadko są widoczne.
Nie mów, że skoro jest tak dobrze, to nie jest możliwe, żeby był to autyzm/ZA/zaburzenia ze spektrum, bo z TEGO się do takiego stanu nie dochodzi. To na prawdę nie poprawia rodzicom samopoczucia, a może spowodować dużo złego.

Tak, cieszę się, że Ty, będąc przez kilka minut z moim synem tak dobrze go oceniasz. Ale Ty, będąc przez kilka minut z moim synem, widzisz tylko ten niewielki wycinek życia Aspika. Nie wiesz - i wiedzieć nie musisz - co jeszcze sprawia problemy, nad czym trzeba pracować.
Jeśli chcesz docenić pracę rodziny, specjalistów, terapeutów, a przede wszystkim samego dziecka - powiedz, że dobrze funkcjonuje, radzi sobie, jest taki bystry i rozmowny.

Zobacz dziecko radosne, ciekawe świata, a nie "błędną" diagnozę.
W ten sposób możesz dać rodzicom siłę do dalszej pracy nad problemami dziecka.

sobota, 14 lutego 2015

Jeszcze raz o Walentym


Dziś ten dzień.
Walentynki.


Dzień, gdy głos więźnie Ci w krtani, a zamiast zrozumiałych słów wychodzi bełkot. Nie możesz złapać tchu. Trzęsą Ci się dłonie, cały drżysz. Ciałem jesteś tutaj, ale z przytomnością kiepsko, oj kiepsko.
Jesteś zakochany, czy masz padaczkę?
Nieważne, św. Walenty i tak jest Twoim patronem :)
Tak, tak, bo Walentynki to dzień zakochanych i epileptyków. Nie zapominajcie o tym w ogromie czerwonych serduszek :)


O ile na stan zakochania nie ma leków, a zakochanym raczej nikt nie wkłada nic między zęby (wyjątkiem niech będzie pocałunek francuski ;)), to przy padaczce przesądów jest sporo.

Padaczką można się zarazić.
Nie można. W żaden sposób. Ani przez kichnięcie, ani kontakt bezpośredni, ani nawet podczas przetoczenia krwi. No nie da się i już.

W czasie napadu toniczno-klonicznego trzeba coś włożyć choremu między zęby, bo sobie może odgryźć język.
FAŁSZ. Nie ma bardziej rozpowszechnionej bzdury niż ta. Jest podobnie prawdziwa jak pech od czarnego kota i coś niebieskiego podczas ślubu. Bzdura totalna, chociaż niektórzy w to wierzą i przekazują następnym pokoleniom.
Kochani. Po pierwsze i podstawowe człowiek sobie języka nie ODgryzie, choć najprawdopodobniej go sobie PRZYgryzie, czyli zrani. Może nawet dość mocno, ale niegroźnie. Kilka dni język będzie bolał i to wszystko, co się może stać.
Po drugie i równie podstawowe przygryzienie języka następuje w pierwszej fazie napadu, gdy wszystkie mięśnie sztywnieją. Wkładanie wtedy czegoś człowiekowi do ust może się skończyć wyłamaniem zębów. A język już i tak został przygryziony.
Bez sensu, prawda?

Jeden napad padaczkowy nie wystarcza, żeby stwierdzić, że ktoś ma padaczkę.
Podobno co 10 człowiek może mieć jeden jedyny atak padaczkowy w życiu. I jeśli się nie powtórzy to padaczki nie stwierdza się. Dopiero drugi napad pozwala na zdiagnozowanie padaczki.

Badanie EEG pozwala ocenić, czy ktoś ma padaczkę, czy nie.
Badanie EEG pomaga ocenić aktywność mózgu, ale nie wystarcza, żeby zdiagnozować padaczkę. Niektórzy ludzie mają napady, a zapis EEG mają prawidłowy. Inni mają nieprawidłowy zapis EEG, ale nie mają padaczki.

Padaczka jest wtedy, gdy człowiek nagle upada, traci przytomność i cały się trzęsie.
Są różne rodzaje padaczek. Ale ta z drgawkami i utratą przytomności, czyli grand mal lub toniczno-kloniczna, jest najbardziej "widowiskowa", przez to najbardziej znana. Bo kto chciałby oglądać niemal niewidoczne utraty świadomości (petit mal)?
Z kolei nagły upadek i drgawki mogą mieć inną przyczynę niż padaczka.

Osoby z padaczką nie powinny same wychodzić z domu.
A dlaczego nie? Jeżeli napady są opanowane, człowiek czuje się dobrze to po co ma siedzieć zamknięty w domu?
Osoby z padaczką mogą i powinny, jeśli stan zdrowia im na to pozwala, żyć normalnie: skończyć szkołę, pracować, mieć rodzinę, wychodzić na imprezy. To normalni ludzie!

Podczas napadu padaczkowego najlepiej zostawić człowieka w spokoju.
I tak, i nie. Bez sensu jest próba ułożenia człowieka w trakcie napadu w pozycji bezpiecznej (lub jakiejkolwiek innej). Nie wolno człowieka przytrzymywać na siłę, bo to i tak nie stłumi drgawek.
Ale zapewnić bezpieczeństwo należy. Usunąć niebezpieczne rzeczy, poluzować kołnierzyk koszuli, zdjąć okulary itp. I chronić głowę - podłożyć coś miękkiego najlepiej.
Pogotowie należy wezwać dopiero, jeśli napad się przedłuża ponad standardowe kilka minut (tu źródła podają różne liczby, od 2 do 5), lub gdy po napadzie następuje kolejny.
Koniecznie trzeba zachować spokój - panikowanie nic nie da.

Osoby z padaczką nie mogą chodzić na dyskoteki ani do kina, bo migające światła w ciemności powodują napady.
Niekoniecznie. Są różne rodzaje padaczek i różne przyczyny. U niektórych ludzi napad może być spowodowany migającymi światłami. U kogoś innego światła nie wywołują napadu. Więc jeśli to nie ten rodzaj padaczki to czemu człowieka ograniczać i zabraniać mu wyjścia do kina?

Osoba chora na padaczkę musi prowadzić regularny tryb życia.
Tak. Stres, alkohol, praca przy kompie do 3 nad ranem (no dobrze, nie tylko praca ;)) - każdy to przeżył i każdy wie, że nie wpływa to najlepiej na funkcjonowanie dowolnego człowieka. A jeśli ten człowiek ma padaczkę, to wiadomo, jak taki tryb życia się może skończyć.
Ale nie znaczy to, że o 19 dobranocka, myć ząbki i spać. Bez fanatyzmu. Drobne odstępstwa od normy dozwolone ;)

Osoby chore na padaczkę są też chore psychicznie.
Większej bzdury nie słyszałam.
Może się zdarzyć, że jakoś ktoś ma np. padaczkę i schizofrenię. Ale to jest jeden ktoś, nie cała populacja ktosiów. Te dwie przypadłości nie mają ze sobą nic wspólnego, nie współwystępują częściej, niż statystyka przewiduje.


No i to by było na tyle moralizowania.
Miłości wszystkim życzę :)

PS. To pisałam ja, matka Aspika :)

czwartek, 27 listopada 2014

Na południe!

Coś nie wyszło z tym wpisem w sobotę, za co oczywiście przepraszam, ale poprawy nie obiecuję ;)
Mam nadzieję, że wybaczycie nam długie milczenie. Mamy dobre wytłumaczenie, ale Wam go nie zdradzimy. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Może za... pół roku? M., jak myślisz?

Tymczasem wraz z listopadem nadeszły długie jesienne wieczory, zimno, a raz już nawet spadło troszeczkę śniegu. To idealny czas, żeby wspomnieć nasz listopadowy odlot na południe :)
Pogodę trafiliśmy iście nielistopadową. W drodze do Chatki Puchatka wszyscy zdjęliśmy kurtki i wcale nie było nam zimno :) Na zdjęciu poniżej właśnie przed Chatką Puchatka stoimy, już ubrani bo wiatr był koooszmarny. Czy ktoś z Was tak sobie wyobrażał to miejsce w trakcie lektury książek A. A. Milnego?


Musicie mi uwierzyć, że naprawdę był tam Puchatek. A nawet dwa :)

Oczywiście wyjazd z Aspikiem oznacza, że urządzenia mechaniczne różne, różniste, być muszą. Były! Takie wyjątkowo duże. O, takie:






 Czekaliśmy na autobus na Manhattanie...



I stało się stworzenie kota (lub człowieka), prawie jak u Michała Anioła :)



Wodospady bywały różne, mniejsze i większe, a wszystkie malownicze.




Za to wody płynące zachwyciły Aspika. Tam nauczył się puszczać kaczki.


Wkrótce tam wrócimy :)


PS. Czy ktoś zgadł. gdzie byliśmy?

czwartek, 9 października 2014

Nowy Rok

Powtarzając za pewną reklamą: w domu, w którym są dzieci, rok zaczyna się we wrześniu. To wtedy startują przedszkola, szkoły, angielski, zajęcia karate...

Aspik zaczął pierwszą klasę szkoły podstawowej ze wszelkimi przywilejami i obowiązkami. Z porannym wstawaniem, pospiesznym jedzeniem i pracami domowymi. Ze stempelkami z uśmiechniętymi słoneczkami i deszczowymi chmurkami.
Ze stołówkowymi obiadkami, z których młodzieniec zjada tylko ziemniaczki i surówkę. Pozostałymi dobrami gardzi. Za to w domu mięsko w dowolnej postaci konsumuje niemal bez przerwy.

Mówią, żeby nie przeciążać dzieci zajęciami. Mówią, że to dla dzieci nie dobrze. Że potrzebują wolnego czasu.
A Aspik na to: niech sobie gadają!
Oprócz lekcji i zajęć dodatkowych wynikających z orzeczenia oraz tych pozaszkolnych, chodzi jeszcze w szkole na niemiecki. Zupełnie samodzielnie decyzję podjął, nauczycielce decyzję przedstawił i nie odpuścił. I uczy się, piosenki po niemiecku śpiewa.

Tylko matka ma problem, gdyż nic nie rozumie ;)


--------------------------
O jeszcze jednej sprawie edukacyjnej opowiem w kolejnym wpisie. W tę sobotę (mam nadzieję) :)

piątek, 26 września 2014

(roz)mowa

Aspik mówi. To fakt niezaprzeczalny.
Mówi dużo, głośno i wyraźnie. Poprawnie wymawia słowa, używa właściwych form gramatycznych.
Zawsze wita się "dzień dobry", nigdy "cześć". Mówi "jestem głodny/spragniony", a nie "chcę jeść/pić".
Zna nazwy takie jak "silnik wysokoprężny" i "cewka zapłonowa", i wszystkie nazwy smoków z "Jak wytresować smoka". Gronkiel, szeptozgon, zębiróg zamkogłowy, koszmar ponocnik, skrzydłochlast...

Nie umie rozmawiać.

Aspik często zaczepia, czy też jest zaczepiany przez bardziej kontaktowych ludzi w środkach komunikacji publicznej. Bo gapi się na poduszkę, którą jakaś pani wiezie dla swojego synka.
- Podoba ci się? - pyta pani po dłuższej chwili.
- Tak. Ja mam kota, nazywa się Albercik. Lubię smoki i lokomotywy. Czy mogę pani o nich opowiedzieć?

Albo wpycha się na kawałek wolnego siedzenia obok pani podróżującej z dużym bagażem. To nic, że miejsca tam prawie nie ma.
- Jestem Staś. A ty jak masz na imię? Jadę od stomatologa, wyrwał mi ząb. Czy wyglądam jak wiewiórka? Lubisz lokomotywy?

I tak zaczyna się monolog, który słyszy cały tramwaj. Pytania są często ignorowane, pojawiają się za to kilkuminutowe przerwy, w czasie których młody człowiek chyba układa sobie w główce ciąg dalszy wypowiedzi.
Nie, te przerwy nie są po to, żeby wysłuchać odpowiedzi na zadane wcześniej pytania. Chociaż zwykle rozmówca tak sądzi i zaczyna mówić - naturalny odruch wypełniania nagłej ciszy. Bywa wtedy uciszony lub zignorowany, a czasem młody człowiek po prostu mu przerywa i znów zaczyna mówić.

Często na aspikowy słowotok narażeni są sprzedawcy czegokolwiek - pan w sklepie spożywczym, pani w kasie biletowej, handlarz na bazarku... Czy tego chcą, czy nie, słuchają o rodzajach łączników tramwajowych. Nie mają wyboru - chyba że opuszczą kasę/stoisko i uciekną.

Najbardziej Aspika lubi stomatolog. Bezpiecznie i w ciszy może wykonać swoją pracę. I nawet nie wie, jakie ma szczęście, że wykonuje właśnie taki zawód ;)

piątek, 5 września 2014

O nowym

Nowe przychodziło powoli.
Najpierw to były pudełka.
Później pojawiły się kolejne i następne, i jeszcze więcej pudełek. Niektóre z zawartością, inne bez.
Później pojawił się niedoczas.
I jeszcze więcej niedoczasu.
Aż nadjechał samochód, zabrał pudełka, pudła i nas i stało się Nowe.

Nowe mieszkanie, nowa szkoła.
Ten sam Aspik :)



PS. Brak internetu - ale wpisy będą tak często, jak się da!

czwartek, 7 sierpnia 2014

Elementy

Aspik, jaki jest, każdy widzi.

Aspik wiking walczy ostatnio z całym światem.


Wychodzi do sklepu z krokodylami, z Nocną Furią, z własnoręcznie zrobionymi smokami... Kiedyś próbowałam go powstrzymywać, zabraniać. To było bez sensu. Tak ma przynajmniej zajęte ręce, nic nie zrzuci, nie pomaca bułek, nie sprawdzi daty ważności jogurtu w koszyku jakiejś obcej pani.

Nie wiem tylko, jak zająć mu usta. Bo to wciąż nasz malutki problem - gadanie o wszystkim, kompletnie bez dystansu, bez wyboru.
O tym, że kupiliśmy obrożę dla kota powiedział starszemu panu, który kotów nie cierpi.
O kolorze ścian w jego pokoju informował kasjerkę w sklepie (za nami kolejka - gigant, zdenerwowanie i pośpiech).
O Nocnej Furii uszytej przez matkę i Lodostrzale narysowanym osobiście mówił do pani w autobusie. Zaledwie 10 minut, ale bardzo długie 10 minut, rozumiecie, prawda?
Jeszcze pytania "Ale kiedy dokładnie? Za ile minut?", na które jedyną dopuszczalną odpowiedzią jest np. 3,5 minuty. Konkrety, konkrety.
"Pojedziemy? Ale podaj dokładną datę."
"Za trzy lata."
"Aha, ale dokładniej?"
Tu już boję się odezwać, bo niezwykła pamięć przypomni mi moje własne słowa za trzy lata, dokładnie określonego dnia. Nie wcześniej.

Smoki, smoki wszędzie.



Rysunki, smoki z papieru, wszelkich rodzajów, wielkości. Prezentowane światu czy tego chce, czy nie.
Aspik - Lodostrzał udaje, że pływa zamiast chodzić, zaczepia rękami przechodniów. Fascynacja - nieodłączny element ZA. Tak, wiem.

Tego lata takich elementów mamy więcej. Różnic rówieśniczych, problemów, zagadek. Trochę trudniejsze, bardziej wyprowadzające z równowagi lato.
Trzymajcie się i trzymajcie kciuki za nas.

czwartek, 24 lipca 2014

Dwa kółka

Równowaga nigdy nie była mocną stroną Aspika.
Zaczął chodzić samodzielnie w 15 miesiącu, chociaż dużo wcześniej przemieszczał się bardzo sprawnie na czworakach. Jeszcze wcześniej prześmiesznie pełzał na brzuchu :) Tak matkę na wspominki wzięło.
Aspik nie lubił trzymania za rękę. W tym pierwszym etapie samodzielnego chodzenia trzymał się łapkami kurczowo za bluzeczkę na piersi. A że nie upadał na łapki - to znaczy nie puszczał bluzki jak upadał - prowadzałam dziecko wtedy na szelkach. Na smyczy, jeśli kto woli tak to nazwać. Oboje czuliśmy się w ten sposób bezpieczniej, chociaż zdziwione spojrzenia innych ludzi ścigały nas wszędzie, gdziekolwiek się pojawiliśmy.
Później Aspik dostał swój pierwszy rowerek, czy coś w tym rodzaju. Rowerek biegowy, laufrad. Żółty i rzucający się w oczy. Znów wyróżniał się młody na ulicy, ściągał spojrzenia i prowokował pytania. "Ale jak to, bez pedałów?" "To tak specjalnie, czy wymontowaliście?"
Teraz rowerki biegowe nie dziwią już tak bardzo, stały się popularne, niemal modne. Ale to było w dawnych czasach, jakieś 5 lat temu ;)
Długo czekaliśmy, żeby syn ponownie pojechał na dwóch kółkach. Cieszyliśmy się bardzo z jazdy na czterech kółkach w dwóch odsłonach - hulajnogowej i rowerowej, ale chcieliśmy, żeby jeździł jak jego rówieśnicy. Żeby mniej się wyróżniał i był bardziej akceptowany przez inne dzieciaki. Dzieci bardzo zwracają uwagę na takie "drobiazgi", jak umiejętność jazdy na rowerze, rolkach czy innych sprzętach kołowych.

Nowa hulajnoga Aspika jest duża, żółta i ma dwa pompowane koła. A największa jej zaleta to to, że nie stuka na płytkach chodnikowych, na co wcześniej Aspik bardzo narzekał.
Zobaczcie sami.

Aspik jedzie!
Samodzielnie, na dwóch kółkach. Z dwiema nóżkami na podeście, przez kilka sekund utrzymując równowagę.





Hulajnoga jest tak duża i nietypowa, ze zwraca uwagę niemal wszystkich przechodniów. Niektórzy zachwycają się, inni pytają o firmę, lub cenę.
Miało być jak najnormalniej, a jeszcze bardziej się wyróżniamy ;)

sobota, 19 lipca 2014

O strachu

Aspik nie łączy strachu z niebezpieczeństwem. Był taki czas, że każde wejście do autobusu to były różne wersje katastrof: silnik się zatrze, pojazd wpadnie na słup wysokiego napięcia i stoczy się do rowu. Bez strachu, zwyczajnie wypowiedziana przepowiednia wypadku. Za każdym razem inna.
Za to nowe, nieznane miejsca już są straszne. Podobnie niespodzianki. On nie cieszy się, że dostanie prezent, dopóki nie wie, co to będzie. Później, jeśli ma określony czas oczekiwania, będzie cierpliwie czekał. A po rozpakowaniu będzie cieszył się, jakby był bardzo zaskoczony. Ale jeśli ktoś powie Aspikowi, że dostanie prezent niespodziankę - to będzie zdziwiony reakcją dziecka i, często, jego płaczem.

Generalnie jest tak, że ludzie boją się nieznanego. Naturalna reakcja. Pewnie dlatego niektórzy szybko kończą rozmowę i ulatniają się, gdy mówię o autyzmie/zespole Aspergera. Tymczasem diagnozowanych jest coraz więcej przypadków autyzmu, zatem coraz więcej będzie się o nim mówić, coraz więcej osób spotka kogoś z autyzmem, coraz więcej ludzi będzie miało w rodzinie lub wśród znajomych osobę z autyzmem.
Będzie coraz mniejszy strach przed tym zaburzeniem, zatem będzie większa akceptacja.

Znacznie gorzej ma się sprawa częściej spotykanego zaburzenia - padaczki. Tu wciąż wielu ludzi ma znikomą wiedzę. A pomóc umie naprawdę niewielu. A przecież chorych na padaczkę można spotkać bardzo często. Według statystyk co setna osoba będzie miała przynajmniej jeden atak w życiu.
Ludzie boją się chorych na padaczkę, bo nie umieją pomóc, boją się zaszkodzić bardziej. Bo w szkołach nie uczą udzielania pierwszej pomocy.
Czasem także lekarze innych specjalizacji, wiedząc o tym problemie niewiele, wolą napisać: "zakaz pracy przy maszynach w ruchu", zamiast sprawdzić, czy u danego pacjenta padaczka jest fotogenna.
Niestety, nawet niektórzy neurolodzy chcieliby zamknąć pacjenta w pokoju wyłożonym materacami. Dla bezpieczeństwa pacjenta, of course.
Przy takim podejściu innych, decyzja o ukrywaniu choroby jest niemal oczywista.
Chorzy też się boją. Ostracyzmu, wykluczenia.
I kółko strachu się zamyka.
Tymczasem z padaczką można żyć normalnie. Skończyć studia, pracować.
Oczywiście mówię tu o takiej, którą da się ujarzmić właściwie dobranymi lekami. Zwykle się da. Czasami nie jednym lekiem, ale dwoma, nawet trzema. Czasami nie za pierwszym razem trafi się z właściwymi lekami, czasami miną lata, zanim zestaw leków będzie tak dobrany, że ataki nie będą się pojawiać.
Da się.
Tylko spokojnie.




Strach zostaje. Zawsze będzie, byłby także, gdyby nie było padaczki. Strach o kogoś.
Normalne :)

wtorek, 15 lipca 2014

Dziecko w remoncie

Nie, nie będziemy remontować dziecka. On tego nie wymaga, chociaż my, starzy, często słyszymy od syna, że nadajemy się już tylko do remontu. Faktycznie przydałaby się wymiana kilku części, bolącego kolana na przykład...

Remont mieszkania oznacza wielkie zmiany. A remont mieszkania, do którego mamy się dopiero wprowadzić, które jest w "obcym" mieście, nieznane i nie wiadomo, czego się w nim spodziewać? To, wydawałoby się, zbyt dużo dla Aspika. Dlatego prowadząc Aspika po raz pierwszy do mieszkania byłam pełna obaw.
Tymczasem młody jak zwykle matkę zaskoczył:


Tu Aspik skrobie tapetę ze ściany. Zabrał się do tego z wielkim zapałem i chęcią, tylko rękawice ochronne przeszkadzały :)

Pozytywnym skutkiem przeprowadzki są kartonowe pudła. Żadne meble nie są już potrzebne, bo takie pudło zastąpi fotel, stół, samochód i łóżko. Tu w wersji kanapowo-fotelowej z wbudowaną funkcją rozrywkową.


Pozdrawiamy z pracowitych wakacji :)

czwartek, 10 lipca 2014

Pisanie

Aspik ma problemy z pisaniem. To wiemy już od dawna.
Pierwsze próby pisania były całkiem udane. Możecie o tym przeczytać na przykład TU, TU i TUTAJ. To było rok temu, a teraz...



Bez zmian.
Kto spróbuje przeczytać tekst powyższy?
Przykro mi, ale raczej tym razem nie macie szans ;) To fragment tabelki pogodowej, a napis to: "15:28 GRZMOT    PADA Z NICZEGO"

Od prawej do lewej, od lewej do prawej, pierwsza linia na dole lub na górze, litery odwrócone zupełnie dowolnie, czasami w jednym słowie jedna normalnie, następna w odbiciu lustrzanym. To jest właśnie aspikowe pisanie. Tak wyglądało półtora roku temu, tak wygląda po półtora roku terapii i pracy nad tym.
Po śladzie - nie ma problemu. Według wzoru - nie do przejścia. Wzór nie ma żadnego znaczenia, kiedy trzeba napisać coś kolejnego - zatem jedna linia powtarzania pisania cyfry 3 może wyglądać tak: 3 3 3 E 3 E E 3 3 3...
Możnaby pomyśleć, że coś jest bardzo nie tak z rozróżnianiem kierunków.
Tym bardziej, jeśli do sprawy dołączy się problem czytania. Sytuacja sprzed miesiąca: zatrzymujemy się na stacji paliw, czekamy. Aspik zafascynowany literami wszelkimi odwraca się w prawo i czyta: 95, 98, ON DIESEL.
Odwraca się w lewo i pyta:
- Mamo, tam jest 59 czy 95?

Albo jeśli pomyślimy o niedawnym układaniu klocków według instrukcji. Aspikowi poszło świetnie, tylko niektóre elementy składał w odbiciu lustrzanym.
Ale... Aspik doskonale wie, która strona jest prawa, która lewa, dół, góra, pod, nad itp.

Wiemy, że problem jest. To jest problem dużo większy niż tylko pisanie. Problem ćwiczony i w zakresie do wyćwiczenia wyćwiczony, w zakresie mierzalnym w normie.

Nikt nie wie, o co chodzi i dlaczego tak jest.


Niedługo pierwsza klasa. Problemy z pisaniem mogą sprawić, że młody człowiek znienawidzi szkołę. Wszystko będzie zależało od tego, na jaką nauczycielkę trafi.
We wrześniu zaczynamy nową terapię. Być może to coś, chociaż trochę?...

Swoją drogą myśl taka ostatnio przyszła mi do głowy. Wiem, że Aspik może wszystko, ale wiem, że są sprawy nie do przeskoczenia. Sprawy, które trzeba obejść.
Pisanie będzie jedną z nich - Aspik będzie pisał, będzie pisał poprawnie lub prawie poprawnie. Będzie ćwiczył, męczył się strasznie, znienawidzi to, ale zrobi.
Obecnie Aspik lubi pisanie. Lubi ćwiczenia, wie, że są ważne. Sam dużo pisze odręcznie, ale nikt z nas nie krytykuje go, jeśli napisze coś w lustrzanym odbiciu. Pokazujemy poprawny zapis. W szkole będzie MUSIAŁ pisać dobrze. Bo zła ocena, lub inni uczniowie będą się śmiać. Tam, przynajmniej na początku nie będzie miała znaczenia przekazywana treść, tylko poprawność zapisu.
Czy pisania odręcznego nie można by obejść? Nie zaniechać. Ćwiczyć rękę, ale nie zniechęcać, nie zmuszać.
Komputer mógłby pomóc. Aspikowi na klawiaturze pisze się łatwiej, przyjemniej, bez problemu lustrzanego odbicia ani pisania od dołu.
Ale komputera nie będzie, bo może się nauczy oraz podstawa programowa przewiduje, że dziecko zna literki oraz pisze literki równiutko w trzech liniach.