Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

Stolica ponownie

Wczoraj znów byliśmy na zajęciach grupowych. I znów było fajnie :)
Aspik grupę polubił chociaż jeszcze trzyma się trochę z boku. Zna już imiona wszystkich chłopców, rozmawia z nimi. Pani prowadząca zajęcia zadowolona z Aspika i tych pierwszych interakcji.
Ja miałam okazję zaobserwować syna w nowym środowisku. Myślę, że decyzja o jego przyszłości była właściwa. Postanowiłam, że trzeba już się rozstać z przedszkolem. Od września Aspik spróbuje swoich sił w szkolnej zerówce. Myślę, że skoro tak dobrze radzi sobie na zajęciach grupowych w nowym miejscu to i ze szkołą da sobie radę.

Korzystając z tego, że już w stolicy byliśmy, odwiedziliśmy jeszcze jedno niesamowite miejsce.



Oglądaliśmy pokaz, jak z cukru rozgrzanego do 150 stopni Celsjusza powstaje piękny, kolorowy lizak. Coś wspaniałego. Nie napiszę nic więcej, to trzeba zobaczyć na własne oczy :)
Dzieciaki miały tez możliwość spróbowania swoich sił w walce z oporną masą lizakową. Wspólnie z cukiernikami tworzyły prawdziwe arcydzieła: lizaki kwiatuszki, serduszka, rybki... Hitem dnia były jaszczurki (prześliczne).



Aspik wymyślił, że chce mieć lizakowy mikrofon. Powstało takie dzieło:


Pudełko zapałek na powyższym zdjęciu ma ułatwić określenie wielkości lizaka.

Polecam Manufakturę Cukierków. To naprawdę ciekawe miejsce. Magiczne, bo działa tam magia: z dziwnej, gorącej masy powstaje coś ;). I jeszcze dziecko może mieć w tej magii swój udział.


-----------------------------------------------
"Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew"
Na blogu już się zazieleniło. Niech wiosna przyjdzie jak najszybciej!

wtorek, 2 października 2012

Aspik weekendowy

Tak nam się złożyło, że kilka kolejnych weekendów mamy przedłużonych.
Oj, nie nachodzi się Aspik do przedszkola... A już jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Trzy dni w tygodniu wychodzi po podwieczorku, dwa dni po obiadku :) Taki rozkład powrotów do domu to była propozycja Aspika!

Ale miało być weekendowo.
22 i 23 września, już po raz jedenasty odbyły się Dni Transportu Publicznego.


Byliśmy w sobotę.
Na powyższym rozkładzie najmniej interesująca wydaje się część odbywająca się w Zajezdni Żoliborz, a najciekawsze rzeczy miały dziać się w Oddziale Remontów Taboru MZA.
Nic bardziej mylnego, przynajmniej jeśli chodzi o Aspika. W Zajezdni Żoliborz były TRAMWAJE. Różne, od najstarszych, w których nie było drzwi (wielki zachwyt Aspika) po najnowsze typu swing. Do wszystkich można było wejść, zajrzeć do kabiny motorniczego, nacisnąć klakson czy w co ta maszyna była wyposażona. Kilka pojazdów kursowało na krótkiej trasie do metra Młociny lub Marymont.
Krótka retrospekcja. W zeszłym roku na DTP Aspik nie chciał wejść do żadnego wagonu ani lokomotywy (byliśmy wtedy na dniu kolejowym). A jak już o tym: w zeszłym roku była taka fajna część kolejowa na dworcu Zachodnim. Można było zwiedzać różne typy pociągów, był parowóz (aspikowa ukochana Piękna Helena) kursujący między Warszawą Zachodnią i Pruszkowem. Wtedy Aspik bał się wejść do wagonu. Teraz chciałby się przejechać. Proszę organizatorów i decydentów, żeby, jeżeli będzie taka możliwość, w przyszłym roku znów sprowadzili parowóz na Dni Transportu Publicznego. :P
Wracamy do teraźniejszości ;) W tym roku Aspik był wszędzie. Wchodził do każdego wagonu, zaglądał do każdej kabiny, kilka razy usiadł na miejscu motorniczego, dzwonił dzwonkiem ostrzegawczym, wszystkiego chciał dotknąć, wszystko zobaczyć, wszystkiego doświadczyć. Cudownie zobaczyć Aspika takiego otwartego na nowe doświadczenia.

















W ostatni weekend korzystaliśmy z pięknej jesiennej pogody. Wyjechaliśmy na kilka dni, chodziliśmy po lesie, zbieraliśmy grzyby (aż dwa!). Aspik rozluźniony, szczęśliwy, matka też. Czego więcej chcieć?

Dziękujemy Ci, M.



W ten weekend już niestety tak sielankowo nie będzie. We czwartek leczenie ząbków i okulista. Prosimy o trzymanie kciuków, żeby kolejny wpis był równie radosny, jak ten :)

niedziela, 22 lipca 2012

Czas wolny

Dzisiaj Aspik spędza czas ze swoim ojcem, a ja mam wolne. Będzie trochę reklamy mojego miasta i tak mało Aspika, jak to możliwe. A co, jak urlop to urlop ;)

W pięknym podwarszawskim mieście Żyrardowie, w parku Dittricha w każdą letnią niedzielę o 16.00 odbywają się koncerty. Wstyd mi trochę ale to był pierwszy koncert w tym sezonie, na którym byłam.

O, tutaj są koncerty. Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.zyrardow.pl
Scena znajduje się na zewnątrz pałacyku. Jest tam zrobione coś na kształt amfiteatru. Swoją drogą świetne miejsce dla autysty: można stanąć gdzieś dalej żeby w razie problemów móc łatwo wyjść nie przeszkadzając innym słuchaczom. W poprzednich sezonach chodziliśmy z Aspikiem regularnie :)

Dzisiaj występował Warszawski Duet Akordeonowy. Super sprawa, nie wiedziałam, że dwa akordeony mogą tak grać! Muzyka bardzo różna, klasyczna, pisana na akordeony, walc, jazz, tango, klasyczna adaptowana... Super.
Panowie wzruszyli mnie zagrawszy "Prząśniczkę" Stanisława Moniuszki. Pewnie nawet o tym nie wiedzieli ale ten utwór jest czymś na kształt hymnu Żyrardowa. W końcu to miasto rozwinęło się dzięki fabryce lnu. "Prząśniczkę" codziennie w południe wydzwaniają kuranty zegara na Urzędzie Miasta.

Doładowałam baterie, odpoczęłam i czekam niecierpliwie, aż mój podróżnik wróci do domu :)

poniedziałek, 16 lipca 2012

Wróciliśmy

Nasze wakacje już się skończyły, wróciliśmy do normalnego, prozaicznego życia.
A teraz wspomnienia wyjazdu od początku. Jechaliśmy najpierw do Bydgoszczy pociągiem (jakżeby inaczej?). Szczęście wielkie - pociąg prawie pusty. Prawie - bo w każdym przedziale siedziała jedna osoba. Już po godzinie nasz współpasażer poszedł szukać lepszego miejsca na spędzenie dalszej podróży. Przepraszamy pana za problemy ale taki jest Aspik, nie uciszę jego gadania, choćby pan denerwował się jeszcze bardziej i bardziej chciał spać/słuchać muzyki/rozmawiać przez telefon. Następnym razem będę ostrzegać, że dziecię ma ZA zanim zapytam, czy możemy się dosiąść :)
Zgodnie z planem zwiedziliśmy Toruń. Spacerowaliśmy po starówce, przeszliśmy przez most (Aspik liczył kłódki zawieszone tam przez zakochanych), byliśmy w domu Kopernika. Polecam lepienie pierników w domu Kopernika. Jadalne niestety nie są... Wspaniała lekcja historii dla każdego. Zwiedzanie odradzam, przynajmniej jeżeli chodzi o dziecko z zaburzeniami. Aspika zainteresowała tylko makieta układu słonecznego.
Następnego dnia zwiedzaliśmy Bydgoszcz. Aspikowi najbardziej podobał się mostek na wyspę młyńską. Zgadniecie dlaczego? Tam też wisiały kłódki, które mógł liczyć :) Architekturą Bydgoszczy zachwycała się matka. Aspik gwałtownie zaprotestował przeciw wprowadzeniu go do jakiegokolwiek muzeum. Nie chciał nawet obejrzeć wystawy "pieniądz PRLu" w muzeum okręgowym w Bydgoszczy. Myślałam, że skoro zbiera monety to może... cóż, nie tym razem.
Czwartego dnia wyjechaliśmy w dalszą podróż i już się stamtąd nie ruszyliśmy. Niestety nie pojechaliśmy do Megaparku. Spędziliśmy za to wspaniały, spokojny tydzień w przemiłym towarzystwie. Domek tuż przy lesie :) Wyprawy na jagody, kurki, długie spacery, obrzucanie się szyszkami, kąpiele w jeziorze - tak nam mijały dni.
Wróciliśmy w sobotę (14 lipca) po południu, pociągiem oczywiście i tym razem ostrzegłam, że Aspik jest aspikiem. Panie w przedziale próbowały go zagadywać ale tym razem, dla odmiany, milczał jak głaz.
A wieczorem okazało się, że 3 kilometry od "naszego" domku przeszła trąba powietrzna.
Tak właśnie wyglądały nasze wakacje :)

piątek, 15 czerwca 2012

Sochaczewska Kolej Wąskotorowa

Dawno nie pisałam o odwiedzanych miejscach, trzeba do tego wrócić.

Sochaczewska Kolej Wąskotorowa w tym roku świętuje swoje 90lecie.


Sochaczew to miasto w województwie mazowieckim, 55 km na zachód od Warszawy. Łatwo dojechać samochodem, krzyżują się tam dwie drogi krajowe: nr 2 i nr 50. Można także dojechać pociągiem, do czego zachęcamy :) Dworzec kolejowy i wieża ciśnień są zabytkowe i naprawdę warto je zobaczyć. A przed dworcem stoi lokomotywka :)
Wystarczy przejść 200 metrów i już jest muzeum kolei wąskotorowej w Sochaczewie. Jest to filia warszawskiego Muzeum Kolejnictwa.
Decyzję o budowie kolejki wąskotorowej z miasta Sochaczew do terenów leśnych obecnej puszczy kampinoskiej podjęto w 1919 roku. Już w 1922 roku zaczęły kursować pierwsze pociągi na trasie Sochaczew-Tułowice. W 1923 roku przedłużono linię do Piasków Królewskich, a rok później wybudowano odgałęzienie do Wyszogrodu.
Kolej realizowała przede wszystkim przewozy towarowe, przewożąc drewno, płody rolne i węgiel. Kursowały także pociągi pasażerskie.
Połączenia obsługiwały przede wszystkim tendrzaki o małym zapasie wody, który musiały uzupełniać z okolicznych zbiorników wodnych. Na stacjach końcowych był trójkątny układ torów, który umożliwiał obrócenie parowozu tak, by zawsze jechał kominem do przodu. Na trasie obowiązywało ograniczenie prędkości do 30 km/h :)
30 listopada 1984 roku ze stacji Sochaczew odjechał ostatni rozkładowy pociąg do Wyszogrodu.
Dzień później Kolej Wąskotorową w Sochaczewie przejęło Muzeum Kolejnictwa w Warszawie.
W 1986 roku otwarto Muzeum dla zwiedzających.
Aktualnie na terenie muzeum można podziwiać 135 eksponatów.
Kto nie może wybrać się do Sochaczewa osobiście, może zobaczyć ekspozycję mutimedialną na http://www.muzeumkolejnictwa.waw.pl/pl/sochaczew/sochaczew.aspx?id=1 zakładka "Muzeum obecnie".
Warto jednak wybrać się do Sochaczewa. Na trasie Sochaczew-Wilcze Tułowskie we środy i soboty lipca i sierpnia kursują pociągi turystyczne :) Terminarz przejazdów można sprawdzić na: http://mkw.e-sochaczew.pl/media/index.php?pokaz=kontent&idKontent=4445&MediumID=188 , a na http://mkw.e-sochaczew.pl/media/index.php?pokaz=kontent&idKontent=4469&MediumID=188 rozkład jazdy.

Jedziemy oczywiście zabytkowymi wagonami 1Aw, ciągnięte wymiennie parowóz Px29 (jedyny czynny parowóz tego typu), Px48 lub lokomotywę spalinową Lxd2 (Rumun, znany już z Rogowa).
Pociąg odjeżdża ze stacji Sochaczew Muzeum o 10 rano. Stacja Wilcze Tułowskie (stacja końcowa) położona jest na skraju Kampinoskiego Parku Narodowego. Według rozkładu postój tam trwa 40 minut, to czas wystarczający na krótki spacer po lesie. Następnie pociąg wraca do Tułowic, jest ognisko, można upiec kiełbaskę, odpocząć, pobiegać... Pociąg jest ponownie w Sochaczewie o godzinie 14:50.
Bardzo polecamy wycieczkę każdemu, nie tylko miłośnikom parowozów. Dla wrażliwców potrzebne słuchawki.


wtorek, 8 maja 2012

Nasze wyjazdy

Czytający nasz blog pewnie się już zorientowali, że lubimy wyjazdy. A raczej matka lubi wyjazdy i ciągnie ze sobą dziecko na siłę ;)
Tak jest. Jeździmy gdzie się da, wyszukujemy najlepsze dla nas miejsca. Zwariowalibyśmy w domu.
Staram się przynajmniej raz w miesiącu zabrać Aspika do jakiegoś nowego miejsca. Czasem przymierzamy się dwu, a nawet trzykrotnie do pozostania gdzieś, często cały pobyt ogranicza się do obejrzenia bramy bo Aspik nie chce zostać, bo coś Aspika zdenerwuje albo po prostu się nie spodoba. Ale po oswojeniu miejsca już jest dobrze :)

Tylko raz udało nam się zostać gdzieś na noc. Z konieczności wracamy zwykle tego samego dnia dlatego ograniczamy się do najbliższego naszego otoczenia.


Zazwyczaj wyprawa połączona jest z wizytą lekarską, choć zdarzają się wyjazdy spontaniczne. Aspik uwielbia lokomotywy więc na hasło "muzeum kolejnictwa" podrywa się i biegnie założyć buty :)
Zawsze jeździmy pociągami. Wybraliśmy ten środek transportu świadomie bo, mimo że ogranicza dostępność niektórych atrakcji, jeździ po torach ;) I ma wewnątrz toaletę.
Mamy szczęście mieszkać blisko warszawskiego węzła kolejowego więc możemy dotrzeć prawie wszędzie naszym środkiem transportu.
Planowanie każdego wyjazdu jest trudnym i żmudnym procesem. Trzeba sprawdzić dostępność komunikacyjną wybranego miejsca w dzień powszedni i weekend, dowiedzieć się, czy w pobliżu są jakieś sklepy (nigdy nie wiadomo, co Aspikowi przyjdzie do głowy). Dopytać się o godziny otwarcia, jeżeli planujemy zwiedzanie. Dopytać się ile osób odwiedza dane miejsce, czy jest tam głośno, czy jest kolorowo...
Często przez telefon uzyskuję informacje niezgodne z rzeczywistością. Jakaś pani z entuzjazmem tłumaczy, że miejsce jest wymarzone dla dzieci, najwspanialsze. Na miejscu okazuje się, że miejsce rzeczywiście jest wymarzone dla dzieci ale zdrowych, bez nadwrażliwości. Jest dużo kolorów, muzyka gra bardzo głośno, dużo się dzieje. To nie dla Aspika.
Od pewnego czasu jeżeli planujemy wyprawę nie do muzeum kolejnictwa najpierw jadę sama w miejsce docelowe. Sprawdzam, pytam. Dopiero później zabieram ze sobą Aspika.
Aspik nie lubi nowych miejsc i czynności. Przed wyjazdem tłumaczę mu, gdzie jedzie i co będzie tam mógł zrobić. Pokazuję zdjęcia. Pierwsza reakcja zawsze jest taka sama (płacz, drżenie bródki). Później, kiedy jest już dobrze, oznaczamy datę wyjazdu w kalendarzu.
To działa ale... nie zawsze. Centrum Nauki Kopernik jeszcze nie odwiedziliśmy mimo kilku podejść. Aspik jakoś nie może się przemóc i wejść do budynku.

Pozdrawiamy serdecznie,
Podróżnicy ;)

poniedziałek, 7 maja 2012

Krótko - Muzeum Kolejnictwa w Warszawie

W warszawskim Muzeum Kolejnictwa bywamy często, żartujemy sobie nawet, że powinniśmy tam wykupić abonament ;) O samym muzeum opowiem kiedy indziej, teraz o naszym kolejnym tam pobycie.
W sobotę byliśmy u neurologa, który na szczęście nic nowego nie stwierdził. Pogoda była piękna, Aspik miał dobry dzień, postanowiliśmy więc odnowić naszą znajomość z Ty2 (jeden z ulubionych eksponatów Aspika).

W muzeum wystawiana była makieta kolei w skali 1:30. Pociągi jeździły po torach, wydawały dźwięki, można było nawet usłyszeć nasypywanie węgla do paleniska ;) Pan obsługujący makietę i wprawiający maszyny w ruch co chwila do kominów dolewał specjalny płyn, który powodował, że parowozy buchały parą.
Jeździły 4 lokomotywy z wagonami: towarowy Ty2, osobowy OKo1, pospieszny Ok1 i Krokodyl (lokomotywa elektryczna).
Aspik obejrzał pokaz 3 razy i był zachwycony. Naprawdę warto było to zobaczyć.
Zwiedzających tego dnia było niewielu. Było spokojnie i fajnie. Tak normalnie. Spędziliśmy wspaniałe trzy godziny pośród lokomotyw. Aspik nawet odważył się wejść do prawdziwej lokomotywy (niektóre eksponaty mają dostawione schodki i można sprawdzić, jak wyglądają w środku). Wcześniej bardzo się tego bał, a teraz sam chciał wejść. Jestem z niego bardzo dumna.
Na pamiątkę kupiliśmy dwie pocztówki do kolekcji. Tym razem naszą kolekcję wzbogaciły zdjęcia lokomotyw  wąskotorowych Px48 i Px29. Już wiszą na brzegu łóżka, żeby Aspik mógł w każdej chwili popatrzeć na swoje ukochane lokomotywy.
Żałujemy tylko jednego: że makieta była wystawiana tylko do 6 maja ;(
Ale Muzeum Kolejnictwa działa cały czas i z pewnością niedługo znów tam pojedziemy!

piątek, 27 kwietnia 2012

Kolej wąskotorowa w Rogowie

Dziś kolejne miejsce z serii "lokomotywy".
Trochę bardziej na zachód od Skierniewic znajduje się stacja Rogów. Można tam dojechać samochodem ale polecamy podróż pociągiem, ze Skierniewic lub z Łodzi Widzew pociągi Przewozów Regionalnych dowiozą tam w pół godziny. Później jeszcze kilka minut spacerkiem do stacji Rogów Towarowy Wąskotorowy i można podziwiać lokomotywy wąskotorowe :)
Wszystkie informacje o kolejce znajdują się na stronie http://kolejrogowska.pl.

Rogowska kolej wąskotorowa powstała w czasie I wojny światowej jako kolej polowa, zaopatrująca wojsko pruskie w żywność i broń. Tory miały szerokość 600 mm, a długość torowiska wynosiła 48 km. Z założenia miała być to kolej tymczasowa ale wiadomo, prowizorka jest najtrwalsza ;) I tak, kiedy front się przesunął, wojskowa kolej wąskotorowa stała się koleją publiczną.
Do lat 50 ubiegłego wieku trwała wojenna prowizorka: torowisko budowane z lekkich szyn na stalowych podkładach. W 1954 roku w ciągu pięciu dni torowisko o szerokości 600 mm przebudowano na torowisko o standardowej szerokości 750 mm. Niesamowite, prawda? 48 km torowiska w 5 dni! Jednocześnie zmieniano tabor na dostosowany do nowych torów.
W latach 70 zaczęto wycofywać parowozy i zastępować je lokomotywami spalinowymi. W Rogowie przemiany dokonano ostatecznie w 1975 roku. Linię wąskotorową obsługiwały rumuńskie Lxd2.
Niestety kolej od lat 70 szybko traciła znaczenie. Ruch pociągów ograniczono, a w 2001 roku ostatecznie zamknięto zarówno ruch osobowy jak i towarowy.
Na szczęście Fundacja Kolei Wąskotorowych już w 2002 roku przejęła rogowską kolejkę. Od tego czasu w Rogowie przybywa eksponatów. Są tam parowozy, lokomotywy spalinowe, wagony motorowe... Pasjonaci, także nasza znajoma Agnieszka, remontują lokomotywy i wagony, by można je było podziwiać, a nawet przejechać się na wycieczkę :)

Kolejką rogowską można przejechać się w każdą niedzielę i dodatkowo 1, 2 i 3 maja. Niestety w tym roku kursują tylko do Jeżowa (8 km) bo złomiarze uszkodzili tory :( Rozkład jazdy można sprawdzić na http://kolejrogowska.pl/?page_id=6. Inauguracja sezonu już w tą niedzielę, 29 kwietnia.

Parowóz Px48 przed stacją w Rogowie.


Byliśmy w Rogowie w zeszłym roku. Miejsce wspaniałe. Mnóstwo pociągów, do niektórych można wejść. Na torach stała piękna, biała drezyna, którą można było się przejechać kilka metrów :)
Po podziwianiu lokomotyw i wagonów poszliśmy do kasy, gdzie kupiliśmy bilet (taki fajny, tekturkowy :)) Później już tylko czekaliśmy na pociąg.
Przyjechała lokomotywa spalinowa Lxd2 produkcji rumuńskiej, zwana pieszczotliwie rumunem. Ciągnęła kilka wagonów osobowych. Wsiedliśmy, konduktor ubrany w granatowy mundur dał znak do odjazdu. To było wspaniałe, jakbyśmy wrócili do dawnych czasów.
Jechaliśmy powoli przez pola, zatrzymywaliśmy się na stacjach, zwiedzaliśmy co ciekawsze zabytki wzdłuż trasy takich, jak kościół w Białej Rawskiej. Dojechaliśmy do końca trasy, został nam tylko powrót.
Kochana ciocia Agnieszka zrobiła Aspikowi super prezent: zaprosiła go do lokomotywy. Ja wsiadłam do wagonu. Po kilku minutach dostałam SMSa, że Aspik prowadzi pociąg :) Dziękujemy, ciociu!
W powrotnej drodze mieliśmy dłuższy postój na pieczenie kiełbasek. Nieprzygotowani na takie atrakcje mogli kupić wszystkie potrzebne produkty na miejscu :) Po zjedzeniu i napiciu się wsiedliśmy znów do wagonów i wróciliśmy do stacji Rogów.
Jeszcze trochę pozwiedzaliśmy i późnym popołudniem wróciliśmy do domu.

Wyprawa była cudowna. Polecam każdemu, nie tylko dzieciom zafascynowanym lokomotywami. Można spokojnie pojechać tam z dzieckiem ze spektrum, jeżeli tylko nie będzie się bało wejść do wagonu. A jak się będzie bało, może zostać na stacji, która po odjeździe pociągu jest prawie pusta i można ją zwiedzać w ciszy i w zachwycie ;)

Ta druga lokomotywka (Lxd2) ciągnęła nasz pociąg :)


Jedyny problem może sprawić mały tłumek wsiadających na stacji Rogów Towarowy Wąskotorowy ale i na to jest sposób. Można wsiąść wcześniej, na stacji Rogów Osobowy Wąskotorowy.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Parowozownia w Skierniewicach

Parowozownię w Skierniewicach odwiedziliśmy już kilkukrotnie.
Niedługo, już 5 maja pierwszy z Dni Otwartych w parowozowni, polecamy i zachęcamy.


Parowozownia w Skierniewicach powstała w połowie XIX wieku, później była rozbudowywana. W rezultacie w Skierniewicach powstała wachlarzowata hala o 24 stanowiskach z 12-metrową obrotnicą. W czasie I wojny światowej parowozownia została zniszczona, a zaraz po wojnie odbudowana na planie starego obiektu w wykorzystaniem niezniszczonych fragmentów ścian zewnętrznych. Stanowiła w tamtym czasie ważny obiekt, leżała przecież przy trasie warszawsko-wiedeńskiej. Stopniowo jednak traciła status głównej parowozowni, do czego przyczynił się rozwój kolei. Jeszcze przed II wojną światową była tylko parowozownią pomocniczą z 16 lokomotywami.
II wojna światowa spowodowała nieoczekiwany wzrost znaczenia parowozowni, którą dostosowano do obsługi ciężkich parowozów towarowych. Wykonywano tam także naprawy awaryjne bardzo częste w czasie wojny. Po modernizacji stacjonowało tam ok. 50 parowozów.
Zakończenie w latach 70 XX wieku elektryfikacji linii kolejowych zbiegających się w Skierniewicach spowodowało kolejny spadek znaczenia parowozowni. Pozostała znaczącym ośrodkiem napraw lokomotyw.
Pod koniec lat 80 ubiegłego wieku w parowozowni stacjonowały już elektrowozy, kilka lat później parowozy zakończyły służbę liniową.
W 1991 roku lokomotywownia przestała istnieć jako samodzielna jednostka organizacyjna.
Polskie Stowarzyszenie Miłośników Kolei wywalczyło wpisanie parowozowni do rejestru zabytków, a w 2002 roku przejęło większość budynków. Niestety wandale i złomiarze zdążyli zrobić swoje i teraz jeszcze widać w parowozowni ślad tych 11 lat zaniedbań.
Aktualnie w parowozowni znajduje się kilkadziesiąt eksponatów w różnym stanie. Są tu parowozy, lokomotywy spalinowe, lokomotywy elektryczne, tendry, drezyny, wagony towarowe, osobowe, sypialne... Jest też eksponat, którego nie można zobaczyć gdzie indziej: dwuwagonowy zespół pasażerski o napędzie akumulatorowym - takie wyprodukowano tylko dwa, a ten w dodatku jest zdolny do jazdy :)
Ciekawostką są także trzy parowozy wąskotorowe oraz parowóz szerokotorowy.
 Więcej informacji o parowozowni na http://www.psmk.org.pl, a na http://www.psmk.org.pl/index.php?id=imprezy można sprawdzić, kiedy parowozownia organizuje dni otwarte. Warto.


Parowozownię w skrócie opisałam, teraz czas na relację z naszych pobytów.


Parowozownia w Skierniewicach jest to jedno z tych miejsc, gdzie można spokojnie wejść z autystą zafascynowanym lokomotywami. Na dniach otwartych co prawda jest przewodnik ale nikt nie pilnuje grupy i jeżeli dziecko chce stać przez godzinę przy jakimś eksponacie to nikomu to nie przeszkadza.
Przy wejściu wita nas konduktor w galowym mundurze i wręcza pamiątkowy bilet. Wstęp jest bezpłatny, co trochę zaniepokoiło mojego Aspika :)
Przed parowozownią stoi parowóz Ol49-4 od kilku lat remontowany przez wolontariuszy. Dalej cała gromada innych pojazdów wyprowadzonych na tory przed obrotnicą. Do niektórych można wejść, np. do wózka motorowego :) Można wejść także do niektórych wagonów, czego Aspik za nic nie chciał zrobić. Pan przewodnik opowiada o eksponatach bardzo zajmująco ale szemrzący tłumek wokół i brak nagłośnienia trochę zakłócają...
Tabor i budynek opisałam krótko powyżej. Po obejrzeniu pojazdów stojących na zewnątrz mamy jeszcze dwa miejsca, które dobrze odwiedzić przynajmniej raz.
Jedno z nich to sala muzealna, w której znajdują się różnego typu nastawnie. Aspika zachwyciły. Warto wejść do tej sali z przewodnikiem, który opowie o nastawniach i pokaże, jak to wszystko działa.
Później można zajrzeć także do wnętrza lokomotywowni. Stoją tam eksponaty w gorszym stanie technicznym ale jest też wystawa zdjęć lokomotyw, która bardzo spodobała się Aspikowi :) Można także za przewodnikiem pójść do centrali telefonicznej z setkami telefonów, które były używane w nastawniach albo do kuźni.

Aspik był zachwycony parowozownią, wracamy tam co jakiś czas.
Na całą wyprawę trzeba przeznaczyć kilka godzin. Trzeba mieć ze sobą coś do jedzenia i do picia bo sklepiku nie ma (nie było rok temu więc raczej nadal nie ma). Można robić zdjęcia.

Plusy tego miejsca: nie ma tłumów ludzi, są lokomotywy :)

 To jest nowy nabytek parowozowni, który będzie można podziwiać od 5 maja :) Prawda, że śliczny?


Jeszcze informacja o imprezach w skierniewickiej parowozowni. Wszystkie wydarzenia można sprawdzić na http://www.psmk.org.pl/index.php?id=imprezy, tu najbliższe:
  • Już 19 maja w całej Polsce odbędzie się Noc Muzeów. Parowozownia po raz kolejny przyłącza się do akcji i od 21.30 zaprasza na zwiedzanie :)
  • A dla dzieci 2 czerwca Dzień Dziecka w parowozowni od 11.00.
:)

środa, 25 kwietnia 2012

Parada Parowozów 28-29 kwietnia Wolsztyn

Uwielbiamy podróże, a Aspik uwielbia lokomotywy. Połączyliśmy nasze sympatie i podróżujemy do miejsc, gdzie są lokomotywy.
Dziś chciałabym przedstawić jedno z takich miejsc. Jeszcze tam nie byliśmy i niestety w tym roku nie pojedziemy :(

Już w ten weekend ważne wydarzenie: Parada Parowozów w Wolsztynie.


Wolsztyn to miejscowość w województwie wielkopolskim, 72 km na zachód od Poznania. Znajduje się tam parowozownia, a w niej muzeum. Zbyt dużo o obiekcie nie wiem ale obiecuję po odwiedzeniu Wolsztyna uzupełnić wpis dodatkowymi informacjami.
W parowozowni stoi ponad 20 lokomotyw :) w tym PM-36 "Piękna Helena" z 1937 roku i najstarszy czynny parowóz Ok1-359 z 1917 roku. Jest tak jeszcze całe mnóstwo innych wspaniałych lokomotyw z serii Ok, Ol i Ty :)
Co jest fajne, parowozownia Wolsztyn zawsze ma jeden parowóz "pod parą". Jest to Ol49, który kursuje dwa razy dziennie na trasie Wolsztyn - Poznań - Wolsztyn. Rozkład jazdy można sprawdzić na http://koleje-wielkopolskie.com.pl/rozklad-jazdy-2/. A raz w roku na przełomie kwietnia i maja organizowane są Dni Ziemi Wolsztyńskiej, a ważnym punktem programu jest Parada Parowozów. Parowozownia uruchomi pięć pociągów retro, tabor historyczny.
28 kwietnia w godzinach 13.30 - 15.00 odbędzie się Parada. Wezmą w niej udział trzy parowozy z Wolsztyna: Ol49-59, Ol49-69 i Pm36-2. Przyjadą także goście z innych parowozowni, m.in. z Chabówki, Jaworzyny Śląskiej, Czech i Niemiec.
Kto bardziej wytrwały powinien poczekać jeszcze do godziny 21.30, kiedy rozpocznie się pokaz "Światło, dźwięk i para", podobno fantastyczny, z efektami laserowymi, muzyką i ośmioma parowozami. Po pokazie sztuczne ognie :)
Więcej informacji można znaleźć na stronach:
 
Mam nadzieję, że może w przyszłym roku zobaczymy to na własne oczy, teraz życzymy wszystkim uczestnikom pięknej pogody i niezapomnianych wrażeń :)

 To jest Piękna Helena jeszcze w trawiastej barwie. Dwa lata temu została przemalowana na oryginalny, oliwkowy kolor :)

PS. Jeżeli wybieracie się na Paradę, radzę zabrać słuchawki budowlane nie tylko dla nadwrażliwców słuchowych. W Wolsztynie co prawda jeszcze nie byliśmy ale kilka parowozów widzieliśmy z bliska i wiem, o czym mówię ;)