Terapeuta zalecił Aspikowi kołderkę obciążeniową. Przerażona cenami postanowiłam kołderkę zrobić. Zajęło mi to trzy dni i już jest. Waży 3,2 kg i jest wypełniona żwirkiem akwarystycznym.
Wczoraj wypróbowałam nowy sprzęt na Aspiku. Kiedy już leżał w łóżku przykryłam go tą kołderką. Eksperyment średnio spodobał się Aspikowi. Kopał i próbował zrzucić z siebie obciążenie ale po chwili uspokoił się i leżał bez ruchu. Po 10 minutach zdjęłam kołderkę obciążeniową i przykryłam syna zwykłą kołdrą (Aspik śpi przykryty niezależnie od temperatury). Po kilku minutach dziecko spokojnie spało.
To cud. Zwykle problemy z zaśnięciem mieliśmy straszne. Mam nadzieję, że każdy nasz wieczór będzie wyglądał tak, jak wczorajszy :)
Instrukcja uszycia kołderki.
1. Bierzemy duży koc i składamy go na pół.
2. Przeszywamy dwa boki z jednej strony pozostawiając otwarcie
3. Tworzymy tunele przeszywając koc pionowo.
4. Wsypujemy do tuneli po trochu wypełnienia. Wypełnieniem może być fasola, groch, gorczyca, żwirek akwarystyczny i co komu jeszcze wpadnie do głowy. Wsypywana ilość wypełnienia zależy od rodzaju.
Uwaga. Kołderki z fasolą lub innymi ziarnami nie da się uprać.
Uwaga 2. Żwirek akwarystyczny należy przygotować do wsypania - ja opłukałam i wyprażyłam w piekarniku (rozsypałam na blachach i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 80 stopni na 10 minut).
5. Przeszywamy poziome kreski - pierwszy rząd.
6. Znów wsypujemy trochę wypełnienia i przeszywamy, i tak kolejne rzędy, do końca.
Kołderka gotowa.
-----------------------------------------------------
Kołderka według różnych źródeł powinna ważyć 10-20% wagi dziecka. Aspikowy terapeuta zalecił, żeby dla niego uszyć taką ważącą 3 kg, czyli 15% jego ówczesnej wagi.
niedziela, 1 lipca 2012
piątek, 29 czerwca 2012
Koniec roku - podsumowanie
Dzisiaj ostatni dzień przedszkola przed wakacjami.
Aspik oczywiście chodzi do samego końca. Chodził do przedszkola w każdy "luźniejszy" dzień, zaliczył te kilka dni pomiędzy świętami i Nowym Rokiem, ferie, kilka dni okołowielkanocnych... Bezlitośnie wykorzystywałam te dni dla syna. Większość dzieci była nieobecna, niektóre panie miały wolne. Jestem pewna, że te, które opiekowały się w tym czasie Aspikiem klęły na taką wredną matkę ale trudno.
I stało się, kończy się drugi rok przedszkolny Aspika. Czas na podsumowanie.
Niestety karta obserwacji jest dokumentem przedszkolnym, więc matka nie może sobie karty obserwacji skserować. To chyba za karę, że przyprowadzałam Aspika w prawie wolne dni ;). Ale matka może obejrzeć kartę z panią wychowawczynią. Aspik wg. pań najgorzej radzi sobie z zabawą parateatralną, zabawami w grupie i grafomotoryką. Dziwne? Dla pań tak.
Może trochę złośliwa jestem ale chyba panie nie miały wcześniej takiego dziecka jak Aspik i nie wiedzą, z czym to się wiąże. Mam coraz wyraźniejsze wrażenie, że "Zespół Aspergera" nic im nie mówi. Może macie jakieś pomysły, jak panie edukować?
Z matczynego punktu widzenia zmiany są duże. Aspik zauważa dzieci. Próbuje nawiązać kontakt (gada o lokomotywach). Bawi się z rówieśnikami w berka. Zniknęła nadwrażliwość słuchowa, ot tak, po prostu. Nauczył się podskakiwać, wchodzi na zjeżdżalnię i zjeżdża z niej, potrafi wejść na huśtawkę i karuzelę. Pozbyliśmy się gryzaka, pewnie chwilowo ale i tak dobrze. Aspik nauczył się układać klocki w coś innego niż pociąg. Aspik zaczął rysować i polubił to. Nauczył się ciąć nożyczkami. Prawie zniknęło zawijanie bluzki lub na palce. I Aspik nauczył się naśladować mnie i inne dzieci!
Z gorszych rzeczy mamy wybiórczość pokarmową. Jedzenie palcami (stymulacja?). Dużo echolalii. Schematyzm w zabawach - to i tak postęp, wcześniej zabaw zabawkami nie było. Problem z orientacją - następstwo zmian trasy.
Problemy niezmienne: brak kontaktu wzrokowego, fascynacja lokomotywami zajmująca cały wolny czas.
Ogólnie jest lepiej, znacznie lepiej :)
Aspik oczywiście chodzi do samego końca. Chodził do przedszkola w każdy "luźniejszy" dzień, zaliczył te kilka dni pomiędzy świętami i Nowym Rokiem, ferie, kilka dni okołowielkanocnych... Bezlitośnie wykorzystywałam te dni dla syna. Większość dzieci była nieobecna, niektóre panie miały wolne. Jestem pewna, że te, które opiekowały się w tym czasie Aspikiem klęły na taką wredną matkę ale trudno.
I stało się, kończy się drugi rok przedszkolny Aspika. Czas na podsumowanie.
Niestety karta obserwacji jest dokumentem przedszkolnym, więc matka nie może sobie karty obserwacji skserować. To chyba za karę, że przyprowadzałam Aspika w prawie wolne dni ;). Ale matka może obejrzeć kartę z panią wychowawczynią. Aspik wg. pań najgorzej radzi sobie z zabawą parateatralną, zabawami w grupie i grafomotoryką. Dziwne? Dla pań tak.
Może trochę złośliwa jestem ale chyba panie nie miały wcześniej takiego dziecka jak Aspik i nie wiedzą, z czym to się wiąże. Mam coraz wyraźniejsze wrażenie, że "Zespół Aspergera" nic im nie mówi. Może macie jakieś pomysły, jak panie edukować?
Z matczynego punktu widzenia zmiany są duże. Aspik zauważa dzieci. Próbuje nawiązać kontakt (gada o lokomotywach). Bawi się z rówieśnikami w berka. Zniknęła nadwrażliwość słuchowa, ot tak, po prostu. Nauczył się podskakiwać, wchodzi na zjeżdżalnię i zjeżdża z niej, potrafi wejść na huśtawkę i karuzelę. Pozbyliśmy się gryzaka, pewnie chwilowo ale i tak dobrze. Aspik nauczył się układać klocki w coś innego niż pociąg. Aspik zaczął rysować i polubił to. Nauczył się ciąć nożyczkami. Prawie zniknęło zawijanie bluzki lub na palce. I Aspik nauczył się naśladować mnie i inne dzieci!
Z gorszych rzeczy mamy wybiórczość pokarmową. Jedzenie palcami (stymulacja?). Dużo echolalii. Schematyzm w zabawach - to i tak postęp, wcześniej zabaw zabawkami nie było. Problem z orientacją - następstwo zmian trasy.
Problemy niezmienne: brak kontaktu wzrokowego, fascynacja lokomotywami zajmująca cały wolny czas.
Ogólnie jest lepiej, znacznie lepiej :)
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Małe tragedie
Wróciliśmy z czterodniowego wyjazdu. Było super, chociaż Aspikowi dwa razy zepsuł się świat. A dzisiaj nastąpił trzeci koniec świata. Ale po kolei.
Pojechaliśmy do mojego brata pomieszkać u niego kilka dni. Czasem tak robimy, a oni jeszcze nas nie wygonili ;) Pierwszy problem zdarzył się, kiedy mój brat ugryzł Aspikowi kawałek parówki. Ja wiem, że podjadanie aspikowego jedzenia kończy się źle. Tym razem też tak było. Całe szczęście zapasowa parówka była w lodówce, świat w ciągu półgodziny udało się naprawić.
Drugi problem był dzień później. Mój bratanek, drobny trzylatek, uderzył mojego syna, dorodnego pięciolatka. Chłopcy oglądali bajkę i to był problem. Aspik nie chciał stracić ani chwili z filmu więc nie mógł przyjść do mnie i powiedzieć, co się stało. Nie mógł też sam sobie poradzić bo przecież mniejszych się nie bije. I tak sobie biedak płakał bezgłośnie, żeby nie zakłócać fonii, aż doprowadził się do stanu drżącej bródki. Wtedy bratanek przybiegł pokazać, że coś się Aspikowi stało.
Tu już świata nie dało się łatwo naprawić. Z wielkim trudem po kilkunastu minutach i kilku przeprosinach Aspik się uspokoił, kazał cofnąć bajkę do momentu, kiedy został uderzony i oglądał dalej sam.
A dzisiaj najgorszy problem. Sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam ale wysłałam dziecię na wycieczkę na indiańskie ranczo z grupą przedszkolną. Mają jechać autokarem, piec kiełbaski na ognisku, jeździć na kucyku... Aspik bardzo nie chciał tam jechać, a ja bardzo chciałam, żeby spróbował.
Najwyżej dostaniemy dożywotni zakaz wysyłania dziecka na wycieczki ;)
Pojechaliśmy do mojego brata pomieszkać u niego kilka dni. Czasem tak robimy, a oni jeszcze nas nie wygonili ;) Pierwszy problem zdarzył się, kiedy mój brat ugryzł Aspikowi kawałek parówki. Ja wiem, że podjadanie aspikowego jedzenia kończy się źle. Tym razem też tak było. Całe szczęście zapasowa parówka była w lodówce, świat w ciągu półgodziny udało się naprawić.
Drugi problem był dzień później. Mój bratanek, drobny trzylatek, uderzył mojego syna, dorodnego pięciolatka. Chłopcy oglądali bajkę i to był problem. Aspik nie chciał stracić ani chwili z filmu więc nie mógł przyjść do mnie i powiedzieć, co się stało. Nie mógł też sam sobie poradzić bo przecież mniejszych się nie bije. I tak sobie biedak płakał bezgłośnie, żeby nie zakłócać fonii, aż doprowadził się do stanu drżącej bródki. Wtedy bratanek przybiegł pokazać, że coś się Aspikowi stało.
Tu już świata nie dało się łatwo naprawić. Z wielkim trudem po kilkunastu minutach i kilku przeprosinach Aspik się uspokoił, kazał cofnąć bajkę do momentu, kiedy został uderzony i oglądał dalej sam.
A dzisiaj najgorszy problem. Sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam ale wysłałam dziecię na wycieczkę na indiańskie ranczo z grupą przedszkolną. Mają jechać autokarem, piec kiełbaski na ognisku, jeździć na kucyku... Aspik bardzo nie chciał tam jechać, a ja bardzo chciałam, żeby spróbował.
Najwyżej dostaniemy dożywotni zakaz wysyłania dziecka na wycieczki ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






